1- wrzesnia marsz do przedszkola - stres dzieci i rodziców .
jacekot - 31-08-2009 12:57
Jutro 1 wrzesnia moje dzieci idą do przedszkola .
Starszy syn idze drugi rok i mam cichą nadzieje że będzie lepiej niż w zeszłym roku , ale idzie też moja 3 letnia córka (po raz pierwszy) .
Jak sobie przypomne jak zeszłym roku przebiegały dwa tygodnie asymilacji mojego syna to to już się denerwuje . Przez trzy dni w pracy nie mogłem się skupić . Z perspektywy czasu to bardzo się ciesze że poszedł bo na pewno bardzo pozytywnie to na nie go wpłyneło w rozwoju , zachowaniu w grupie , somodzielności ......................
Bardziej obawiam się o ta moja młodszą gwiazdę że będzie tak samo z nią .
A jak wy sobie z tym radzicie może macie jakies sposoby ( sprawdzone ;-) )
nadia091205 - 31-08-2009 13:18
Zaprowadzić dziecko do przedszkola, pożegnać się szybko, zacisnąć zęby i wyjść nie zważając na to co dziecko robi ( czyt. płacze ). :)
iza mama gabora - 31-08-2009 13:36
Moim zdaniem płacz dziecka w początkowych dniach pobytu w przedszkolu to przełożenie lęków rodziców na dziecko.Dzieciaki wyczuwają nasze emocje jak sonary przecież.Zgadzam się z tezą,że nie powinno się zbyt ckliwie żegnać z pociechą po przyjściu do przedszkola.Cześć,czołem i takie tam-z uśmiechem i pewnością siebie.W końcu to od nas dzieci uczą się zachowań(socjalizacji).Zdarzają się oczywiście dzieci,których płacz to nie próba postawienia na swoim ale faktyczny strach czy tęsknota za rodzicem,ale zastanówmy się,czy to też nie jest nasza wina?
Karollinka - 31-08-2009 14:15
moja córcia też jutro ma zadebiutować w roli przedszkolanki (3,5 roku) jest śmiałą, rezolutną dziewczynką a jednak o przedszkolu nie chce słyszeć. My się martwimy planujemy jak to będzie a ona mówi ze i tak nie pojdzie. Niby nie ma przymusu bo ma się nią kto opiekować ale jednak bardzo bym chciała żeby poszła, nauczy się samodzielnośc, pozbędzie syndromu jedynaczki wokół której wszyscy skaczą. My mamy taki plan że mąż ją zawiezie zostawi jak to facet bez zbednych czułości a ja będę czekała pod przedszkolem w razie gdyby coś było nie tak.
Nefer - 31-08-2009 14:21
Dlatego to rodzic musi się pilnować, żeby zachowywać się jak dorosły, myślący człowiek.
marzena925 - 31-08-2009 15:00
U nas tez jutro ważny dzień. Córka przygotowana do przedszkola juz pół roku temu. Bylo spotkanie integracyjne żeby pokazać rodzicom i dzieciom sale i co, gdzie i jak. Na spotkaniu jej się podobało i nie chciała wracać ale wiadomo - byliśmy z nią to jakoś inaczej. Potem jej tłumaczyliśmy, że przedszkole jest fajne, że jest dużo zabawek i nowych koleżanek i panie są fajne. Wie że ją zaprowadzimy i będzie musiała zostać bez nas ale że ją NAPEWNO odbierzemy. Ogólnie się cieszy, że idzie, że jest już taka dorosła, że będzie chodzić do przedszkola... 8) propaganda jest ważna :D Generalnie obraliśmy strategię hurraoptymizmu, robimy z tego ważne i radosne wydarzenie no i zobaczymy jak będzie. Pierwszego dnia spodziewam się raczej radosnego pójścia i może nawet spokojnego rozstania. a dopiero drugiego dnia wyjdzie co i jak, jak już będzie wiedziała co ją czeka.
Ale faktem jest, że rodzice przeżywają to bez względu czy dziecko płacze czy nie bo wiadomo... jak płacze to źle ale jak nie płacze to też źle bo rodzicom serducho pęka, że dziecina już nas tak nie potrzebuje... ;)
Jedyne czego się boję to chorowania :(
iza mama gabora - 31-08-2009 15:09
Trzymam za wszystkich rodziców kciuki (bo z doświadczenia wiem,że dzieciaki sobie poradzą :lol: ) A"odchorować" każdy musi swoje-jak mawiała moja babcia :wink:
daggulka - 31-08-2009 15:14
moje córcie obie chodziły ...rózne sa jak woda i olej :wink:
teraz juz duże (16 i 8 lat) ...ale pamietam doskonale jak to było :lol:
starsza - bardzo spokojna i cicha dziewczynka - ze spokojem przyjęła do wiadomości i spokojnie się podporzadkowała...
młodsza- wicher nie dziecko , pierwsze dni - super extra , kolejne już nie tak wesoło :roll: ... były płacze, histerie , próby wymuszenia :wink: :lol:
moje gwiazdy wiedziały - że jestem konsekwentna , miały wytłumaczone i wpojone że tak jak mamusia idzie do pracy , tak wtedy córcia jedna iidzie do szkoły, druga do przedszkola i nie ma że boli :roll: .... obowiązek przede wszystkim :wink:
z perspektywy czasu - bardzo dobrze zrobiło im obu przedszkole .... dobrze sie rozwijały intelektualnie, wczesniej zaczeły samodzienie czytać i pisać, zdobyły umiejętność jak mają zachować się w grupie :wink:
później w szkole to już był pikuś .... były przygotowane :D
ullerowa - 31-08-2009 18:53
a ja mam zupełnie inny problem :o
Starszy syn jutro zaczyna edukacje szkolną a młodszy (2,5 roku) cały czas twierdzi ze jutro idzie do przedszkola :roll: :P
Problem w tym ze ze wzgledu na ograniczona liczbę miejsc nie załapał sie do najmłodszej grupy i jeszcze bedzie z babcia :P
Z asymilacja w przedszkolu Starszego nie było żadnych problemów. Przed rozpoczęciem roku szkolnego trenowalismy w bawialniach dla dzieci :lol:
arcobaleno - 31-08-2009 21:12
Moja Juliana też jutro maszeruje do przedszkola - tyle, że ona jest już po żłobku, więc problemów nie ma żadnych - wręcz się wyrywa :wink:
Dni adaptacyjne były w ubiegłym tygodniu - włącznie z zostawieniem dzieci na 2 godzinki - brałyśmy udział, bo mimo, że doświadczona (żłobek) to jednak inna placówka, inne dzieci, panie - wszytko nowe - ale Julce się podobało :D
Najgorzej będzie z tym wstawaniem rano... :roll: po wakacyjnych pobudkach w okolicy 10.00 :roll:
Nefer - 31-08-2009 21:15
Na pocieszenie : wstawanie poranne mija z czasem :) A czas leci ino mig :)
dandi3 - 31-08-2009 21:58
mój syn idzie jutro do żłobka. ósmego wrzesnia skończy dwa latka. Ja w ogóle byłem cudownym rodzicem zanim nie urodzily sie moje dzieci - do przedszkola odstawić, oddac Pani i wyjść po czym rozkoszowac sie dniem w pracy czy tam gdzies i wrócic dziarsko opowiadając dziecku jaki jestem z niego dumny. nastepnego ranka, głuchy na płacz bobasa odwieźć go znów ku wrotom przedszkola przebąkując jowialnie co jakiś czas, że przeciez tam Panie i zabawki i te dzici a Jacek na pewno znów przyniesie ten samochód co puszcza bańki rurką.
opuściwszy reduty hipokryzji stwierdzam, że excusez le mot gówno prawda. Bo:
1 - oddanie bez czułych, niekończących się pożegnań jak najbardziej ale chyba nie trach i znikam bo właściwie jeżeli tak, to nastepnego dnia mój syn nie odczepi sie od mojej nogi wiedząc, że ojciec ma tendencję do nagłych zniknięć. Jak wyliczyc ten czas, który będzie odpowiedni? nie za krótki i nie za długi.
2 - kto mi zabroni przeżywać pobyt mego dziecka w żłobku? Psycholog twierdzący, że w żłobku jest super bo wydatnie poprawia się MOJEMU synowi faktor socjalizacji ojejku jejku? No i co, że się poprawia. Przez dwa lata miałem bobasa a teraz mam przedszkolaka i co nie wolno mi nawet czknąć bo to dla jego dobra? Czym innym jest dojrzałośc i mądrość rodzicielska a czym innym zwykłe odczuwanie ale wierzę, że te dwie rzeczy moga przecież iść w parze.
Ten wątek to raczej wątek wsparcia ale naczytałem się trochę w necie jak sobie radzić ze stresem w pierwszych dniach pobytu dziecka w przedszkolu i dość mam nadętych gadek, że rodzic, że ach i że to przeciez dla dobra, że dojrzałość i mądrośc rodzicielska, że nic sie przeciez nie stanie i że (o losie) tysiące to przezyły to mój też. jasne, że też ale jak patrzę na rozlożone ubranka gotowe do założenia w pierwszym dniu mego syna w żłobku to mi szkoda że zaczyna się nowy etap. To szkoda jest moje i tylko moje i nie mam ochoty tłumaczyć sobie wszystkiego na różne sposoby. Smutno mi, że idzie do tego żłobka i już.
iza mama gabora - 31-08-2009 22:10
Zdecyduj się proszę,mówisz o żłobku czy o przedszkolu? :o
Bobas w przedszkolu? :o
Nie kumam :roll:
daggulka - 31-08-2009 22:10
pewnie, że smutno ..... mnie tez było smutno ...więcej : podejrzewam, że każdemu rodzicowi jest w takim momencie smutno :wink:
i to normalne jest - przecież człowiek to nie maszyna .... ma uczucia :D
dandi3 - 31-08-2009 22:13
Zdecyduj się proszę,mówisz o żłobku czy o przedszkolu? a co to za róznica? Mój syn idzie do żłobka ale dyskutujemy tu o odczuciach rodzica w perspektywie oddania dziecka do placówki oświatowej jaka jest i jedno i drugie. Nie rozumiem pytania i nie rozumiem co tu kumać. Poza tym należałoby zdefiniowac pojęcie bobasa bo chyba każdy odczuwa to na swój sposób mówiąć o dziecku. Bobas to określenie do jakiegos wieku? Chcesz pogadac czy się przyczepic do słowa?
malka - 31-08-2009 22:26
Jakam ja szczęśliwa,że moje Młode jakos gładko bez szlochów i lamentów przebrnęło przez początki przedszkola, a potem to juz z górki było.
Od kilku dni mam inny dylemat :roll: moje dziecie ponoc idzie "do szkoły" :o
No tak sobie przyswoił słowa pani Hall, że nasze już do świadomości nie docierają :roll:
No nie przetłumaczysz Młodemu, bez szans
:lol: :lol: :lol:
iza mama gabora - 31-08-2009 22:28
Zdecyduj się proszę,mówisz o żłobku czy o przedszkolu? a co to za róznica? Mój syn idzie do żłobka ale dyskutujemy tu o odczuciach rodzica w perspektywie oddania dziecka do placówki oświatowej jaka jest i jedno i drugie. Nie rozumiem pytania i nie rozumiem co tu kumać. Poza tym należałoby zdefiniowac pojęcie bobasa bo chyba każdy odczuwa to na swój sposób mówiąć o dziecku. Bobas to określenie do jakiegos wieku? Chcesz pogadac czy się przyczepic do słowa? bobas to określenie wieku niemowlęcego,noworodkowego wcześniej z resztą też.
bobas zwykle jeszcze nie chodzi :lol:
Moja córka ma 19 lat i mimo,że martwię się o nią i kocham ponad wszystko-bobasem nie nazwę :wink:
Z całym szacunem-Twój syn idzie do żłobka a w temacie mowa o przedszkolu i tego się trzymać należy.Oczywiście w temacie mowa również o odczuciach rodziców ale z logicznego punktu widzenia- dzieci idących do przedszkola a nie do placówki oświatowej wogóle.
Jeśli wysyłasz do placówki oświatowej,do obcych ludzi bobasa w wieku niespełna dwóch lat to nie dziwię się,że się boisz. :lol:
Mymyk_KSK - 31-08-2009 22:32
nasz syn zaczął edukację przedszkolną w wieku 3,5 lat w prywatnej placówce, z 3 "ciociami" i dziesięciorgiem dzieci - warunki zdawałoby się idealne.. zostawialismy go na max. 4-5 godzin. Wydawało się, że wszystko gra - Młody zadowolony, my też - bo nie było ryków, zapierania się przy drzwiach i tym podobnych atrakcji.. Az tu po tygodniu Młody wylądował w szpitalu z zatrzymaniem moczu powstałym na tle.. stresu! Niczego po sobie nie pokazywał ale jednak bardzo przeżywał tę wielką zmianę w swoim zyciu.
Jutro pierwszy dzień w szkole... Trochę się boję, ale uczciwie przyznaję, że tym razem "odbębniliśmy" pełne przygotowanie - łącznie z wspólnym zwiedzaniem szkoły, wspólnym kompletowaniem wyprawki i peanami na cześć "superowej szkoły i pana nauczyciela" ;-)
iza mama gabora - 31-08-2009 22:36
Niestety nasze dzieciory trzeba z czasem odpępowić bo zawsze będzie ten pierwszy raz-czy to w żłobie czy w przedszkolu czy na studiach.Rozłąka boli-ale boli nas czy nasze pociechy?
dandi3 - 31-08-2009 22:38
Jeśli wysyłasz do placówki oświatowej,do obcych ludzi bobasa w wieku niespełna dwóch lat to nie dziwię się,że się boisz. :lol: aaaaaa, no tak, żłobki stworzono w hitlerowskich Niemczech w celu pomocy wyrodnym rodzicom, którzy pozbywają się swoich niechcianych dzieci na pełne osiem godzin służenia Rzeszy - znów zapomniałem. Idę się wysterylizować.
Izo, mamo Gabora, zacytuję Ci za Wiki, żebyś miała pełną świadomość, że system edukacji w naszym kraju, przejął te obrazoburcze praktyki i wyobraź sobie, że Żłobek to zakład opiekuńczo-wychowawczy dla dzieci w wieku od 6 tygodni do około trzech lat, których rodzice lub opiekunowie pracują poza domem. Żłobek zapewnia dzieciom żywienie, zabiegi pielęgnacyjno-zdrowotne, opiekę wychowawczą oraz zajęcia dodatkowe (m.in. języki obce, basen, rytmika).
ale jaja co?
teco - 31-08-2009 22:46
ja pamiętam swój pierwszy dzień w przedszkolu... pani przedszkolanka została przeze mnie podrapana po twarzy... niezła siara co? a mama sobie poszła krótko przed tym.
stresu nie pamiętam,.. ale raczej był duży,.. i pewnie dlatego mam taką zrytą psychę jak mam.
przepraszam panią przedszkolankę za ten incydent :)
malka - 31-08-2009 22:49
w nawiązaniu do słow Teco , tak mi przyszło do głowy, ze ja wielki twardziel byłam, trzymając emocje na wodzy. :D
Gdybym swe lęki Młodemu przekazała, ni chu chu by progu przedszkola nie przekroczył.
iza mama gabora - 31-08-2009 22:51
I znów ktoś ma problemy ze zrozumieniem tekstu pisanego :lol: Wyluzować proszę bo to może się przełożyć na bobasa :wink: Zauważam,że im głębiej w noc,tym większe pieniactwo.Może to przemęczenie? :roll: pracą?budową?tacierzyństwem?
Spoko,ja też to przechodziłam i uwierz mi-w wieku 16-tu lat Twój syn i tak wybierze rówieśników :wink: I wcale nie będzie potrzebował psychoterapeuty z powodu samotnego,żłobkowego dzieciństwa.Więcej luzu :wink:
dandi3 - 31-08-2009 22:58
I znów ktoś ma problemy ze zrozumieniem tekstu pisanego :lol: Wyluzować proszę bo to może się przełożyć na bobasa :wink: Zauważam,że im głębiej w noc,tym większe pieniactwo.Może to przemęczenie? :roll: pracą?budową?tacierzyństwem?
Spoko,ja też to przechodziłam i uwierz mi-w wieku 16-tu lat Twój syn i tak wybierze rówieśników :wink: I wcale nie będzie potrzebował psychoterapeuty z powodu samotnego,żłobkowego dzieciństwa.Więcej luzu :wink:
potrzebuję dłuższej chwili na pozbieranie myśli zanim jakkolwiek się ustosunkuuję do zacytowanego powyżej fragmentu...http://emoty.blox.pl/resource/poddaje_sie.gif
iza mama gabora - 31-08-2009 23:02
Ok. :D
jagoda555 - 01-09-2009 11:03
Z mojego doświadczenia mogę napisać, że łatwiej w pierwszych przedszkolnych dniach przychodzi rozstanie z tatą niż mamą.
Przy mnie były łzy w oczkach, próby wymuszenia zabrania w trybie natychmiastowym do domu. Efekt był taki, że wchodziłam do pracy i przez pól godziny to ja musiałam się uspokjać a mój syn (jak opowiadały panie) po chwili już radośnie brykał. Przy mężu było cześć - cześć, buziak i bez większych problemów szedł do swojej grupy. :roll:
Dzieciaki doskonale nas i nasze słabości zanają :D .
marzena925 - 01-09-2009 11:43
Wieści z placu boju: córka poszła radośnie, weszła radośnie (odczekała operację ze zrobieniem zdjęcia), w lekkim oszołomieniu przebrała buty na kapcie (dużo ludzi, dużo dzieci), spotkała koleżankę i z ową koleżanką za rękę poszła na salę zapominając dać buziaka rodzicom. oczywiście musieliśmy się z nią pożegnać i uświadomić, że idziemy do pracy, bo jakby się za chwilę obróciła a nas już by nie było to mogłaby się przykro zaskoczyć. staramy się stosować metody wychowawcze konsekwentne ale takie które dają poczucie bezpieczeństwa czyli w przypadku przedszkola zero podrzucania dziecka i szybki odwrót - wolę żeby popłakała nad rozstaniem ale się z tym w końcu pogodziła niż uciekać dla świętego spokoju własnego a potem szok dla dziecka. Zresztą ja już to kiedyś przerabiałam jak wracałam do pracy po wychowawczym i jakoś moja córcia nie płakała za mną ani chwili! łudzę się, że może i w przedszkolu będzie git. Jutro będzie gorzej myślę bo dzieciaczki już będą wiedzieć co je czeka :D
zielony_listek - 01-09-2009 12:51
potrzebuję dłuższej chwili na pozbieranie myśli zanim jakkolwiek się ustosunkuuję do zacytowanego powyżej fragmentu Dandi, sądząc po Twoich wypowiedziach nie ma znaczenia żadnego, czy dziecko posyłasz do żłobka, przedszkola czy wojska, bo problem jest w Tobie, a nie dziecku. Dandi, wyluzuj :-) Przeciez jestesmy po Twojej stronie :-)
Nie jestes pierwszym ojcem co głowę traci. Powiem więcej, jak bedziesz dziadkiem, to będzie jeszcze gorzej :-)
Zamiast analizowac napij się melisy albo spokojnej muzyki posluchaj. Ja naprawde z serca, niezłosliwie :-)
Nefer - 01-09-2009 13:30
Ja tez ważam, że można wyć razem z dzieckiem - widywałam takie przypadki :):):)
mario1976 - 01-09-2009 14:32
Nie wiem jak będzie jutro ale....dzisiaj jesteśmy w trakcie pierwszego samodzielnego dnia w przedszkolu trzylatka. Przedtem były 3 dni z rodzicami (mama) po 3h. Małemu mówilismy już od ponad 2 mc o przedszkolu. Podjeżdzaliśmy pod płot aby oglądął plac zabaw. Od tygodnia tłumaczylismy, że będzie jedzonko i dzieci i zabawa. Jak chce to może spać, jak chce to leżeć i myśleć sobie o kotkach :wink: a jeśli nie chce to wczesniej po niego przyjdziemy.
Dzisiaj rano odstawiłem gościa pierwszy raz (jestem od zadań trudnych czyli zastrzyki, przedszkola itp :wink: ). W samochodzie śpiewy. Po wejściu pokazał mi swoją szafkę (pierwsze 3 dni były z żoną). Poszliśmy do sali. Otwieram drzwi a tam jeden wielki ryk. Sajgon i zbiorowa histeria. Pani oblepia 8-10 płaczących malców. Dzieci płaczą w niebogłosy. Nasz maluch pomachał mi, dał buziaka i poszedł. Po 30 minutach kumpel odprowadzał swojego syna. Nasz cały czas nie płakał i rozpracowywał nowe zabawki. Żona przyszła poniego o 12.30. Wyszedł z panią i powiedział, że jest już w pidżamie i zostaje :wink: .
Jestem świadomy, że jutro, pojutrze, za tydzień może być kiepsko. Zasadniczo nie słyszałem o dziecku, które nie płakałoby kiedyś przed przedszkolem. Sam wspominam traumatycznie swoje przedszkole. Ale pierwszy dzień synka mojego był rewelacyjny.
Taki sam stres mielismy przed przeprowadzką do własnego pokoju. Naczytałem się jakie to dzieci odwalają numery we własnych pokojach. Jak nie chcą spać etc. U nas przedtem 1 pokój i wszyscy na kupie. Malec od pierwszego dnia chce spać sam. Mycie, trzy bajeczki, buziak i lulu. Czasem przybiega do nas nad ranem.
Przy tak wielkich zmianach dla malca, moim zdaniem podstawa to spokój rodziców. Dzieci to wyczuwają jak mama "łzawi" w przedszkolu i pyta zadowolone jeszcze dziecie czy się nie boi i czy wszystko ok. Druga sprawa to rozmowa, rozmowa, rozmowa, rozmowa....tłumaczenie, tłumaczenie, odpowiadanie na pytania, odpowiadanie na pytania....Dużo rodziców zapomina o tym aspekcie bo trzyletek nic nie zrozumie i szkoda czasu. Najwyżej popłacze, a trzeba na głeboką wodę etc. Fakt - tak jest może łatwiej bo my poruszaliśmy trudny temat przeprowadzki i przedszkola od kilku miesięcy. Uczyliśmy małego jeść samodzielnie, ubierać się, sikac :wink: . razem kupowaliśmy "wyprawkę". W tym czasie wiele równolatków waliło w gacie i szybki kurs dorosłości rodzice fundowali na tydzień przed przedszkolem. Moim zdaniem rozmowa i poświęcanie malcowi czasu przynosi efekty...nawet jak jutro zalej się łzami :-)...On lub...ja :wink: .
Uffff :wink:
zielony_listek - 01-09-2009 15:29
Przy tak wielkich zmianach dla malca, moim zdaniem podstawa to spokój rodziców. Dzieci to wyczuwają jak mama "łzawi" w przedszkolu i pyta zadowolone jeszcze dziecie czy się nie boi i czy wszystko ok. Kolega dzis syna odprowadzał - zarzadzenie było "odgórne" że dzieci przyprowadzaja tatusiowie, nie mamy :-)
jarkotowa - 01-09-2009 15:33
Kiedy? że zapytam. Mój starszy syn ma 9 wiosen i wstaje o 6.30 CAŁY ROK. Nie tak źle w czasie roku szkolnego. Gorzej w dni wolne.
Młodszego rano za uszy wyciągam z łóżka, bo potrafi się obudzić po 9.
mario1976 - 01-09-2009 15:40
Przy tak wielkich zmianach dla malca, moim zdaniem podstawa to spokój rodziców. Dzieci to wyczuwają jak mama "łzawi" w przedszkolu i pyta zadowolone jeszcze dziecie czy się nie boi i czy wszystko ok. Kolega dzis syna odprowadzał - zarzadzenie było "odgórne" że dzieci przyprowadzaja tatusiowie, nie mamy :-) Mama synka powiedział, że to nie na jej siły. Jak dziecko się nie popłacze to żona dopełni obowiązku :wink: No więc musiałem grać twardziela.
Zasadniczo czułem się dzisiaj jak przed własną maturą.
Nefer - 01-09-2009 15:45
Kiedy? że zapytam. Mój starszy syn ma 9 wiosen i wstaje o 6.30 CAŁY ROK. Nie tak źle w czasie roku szkolnego. Gorzej w dni wolne.
Młodszego rano za uszy wyciągam z łóżka, bo potrafi się obudzić po 9. Zła wiadomośc jest taka, że jeszcze 6-7 lat musisz poczekać :):):)
Nefer - 01-09-2009 15:52
Przy tak wielkich zmianach dla malca, moim zdaniem podstawa to spokój rodziców. Dzieci to wyczuwają jak mama "łzawi" w przedszkolu i pyta zadowolone jeszcze dziecie czy się nie boi i czy wszystko ok. Kolega dzis syna odprowadzał - zarzadzenie było "odgórne" że dzieci przyprowadzaja tatusiowie, nie mamy :-) Mama synka powiedział, że to nie na jej siły. Jak dziecko się nie popłacze to żona dopełni obowiązku :wink: No więc musiałem grać twardziela.
Zasadniczo czułem się dzisiaj jak przed własną maturą. I bardzo dobrze sobie poradziałeś - podobnie jak latorośl.
Zuch Chłopaki :):)
Dobrze sobie samemu z pewnymi rzeczami dać radę.
Na przykład proponuję zastanowić się nad uczuciem dumy.
Przecież dzień, gdy dziecko idzie do przedszkola to wrota samodzielności (ok, zapomnijmy na chwilę o miliardach niebezpieczeństw czających się wszędzie włacznie z łyżką do zupy) - dziecko znajdzie się w grupie.
Zacznie już tam ćwiczyć stosunki międzyludzkie. Nauczy się baaardzo wielu rzeczy.
Żaden rodzić nie jest w stanie dać tego dziecku, co dostaje w przedszkolu - choćby nie wiem jak się skręcał nie zamieni się w grupę 3-latków ani w trupę aktorów z teatrzyku dla dzieci.
Za chwilę zaczną się przyjaźnie. Nauka - czasem bolesna - że nie zawsze jest sprawiedliwie jak w domu. Ale bez tej nauki wychowamy ludzi nieprzystosowanych
Ja się poryczałam tylko raz w historii przedszkolenej moich dzieci : gdy starszy syn przyszedł z przedszkola i zapytał czy mogłabym go zaprowadzić na urodziny kolegi w sobotę. Bo "on się umówił na sobotę" :o
Zrozumiałam, że już nie ja jestem jego całym światem. Że już świat mi go zabrał :):):)
A jak skończyłam ryczeć to zrozumiałam, że właśnie po to wychowuję swoje dzieci - by szły w świat na własnych nogach, silne, pewne i wspierane przez przyjaciół.
Bądźmy dumni z naszych Maluchów i okazujmy im to. Dla nich to ważne, tak jak to, że zawsze mogąna nas liczyć.
jarkotowa - 01-09-2009 15:54
No to już słyszałeś :D Mój starszy syn przez 4 lata uczęszczania nie piknął, że nie chce iść. Pierwszego dnia powiedział "Pa, przyjdź po mnie po obiedzie" (dodam, ze chodziło o godzinę 15). Więc pożegnaliśmy się z uśmiechem, wyszłam.......i w płacz (ja oczywiście). :lol:
Nefer - 01-09-2009 15:56
Mój młodszy nie płakał. Uwielbiał przytulać płaczące dziewczynki - takie miał hobby. Dla niego to był raj na ziemi :) Dziś , w wieku lat 16 nadal to stosuje :)
Starszy nie płakał - nie lubił rano wstawać zimą jedynie. Nie lubił tego porannego pośpiechu.
agnieszkakusi - 01-09-2009 16:15
moja poszła do żłobka mając 1,5 roku. Pierwsze dwa tygodnie chodziła z tatą na kilka godzin. Nie zapłakała ani razu. Myślę, że dużo dało jej to, że już jako dziecię odstawione od cycka jeździło np. na jedną noc do moich rodziców. Nie wychowywaliśmy jej pod kloszem i zawsze miała kontakt z dużą ilością dzieci. Znam matki, które do 2-3 lat unikały kontaktu z innymi dziećmi, żeby tylko nie dziecko czymś się nie zaraziło. Efekt mamy taki, że córka było tak spragniona przedszkola, tak tęskniła za dziećmi, że od tygodnia mówiła tylko o tym. A dziś budziła mnie kilka razy w nocy pytając czy już może wstać i ubrać się do przedszkola :D
mario1976 - 01-09-2009 16:25
No to już słyszałeś :D No to się cieszę. Znaczy się jest szansa, że jutro i pojutrze i.....też będzie bez płaczu :wink: .
hellboy - 01-09-2009 16:50
Moja mlodsza corka tez dzis byla w przedszkolu, nie obylo sie bez delikatnego placzu podczas rozstania, pozniej (wg. wychowawaczyni bylo podobno dobrze).
Martwi mnie jednak sposob w jaki rozstala sie ze mna kiedy wychodzilem z domu (druga zmiana) - to byl po prostu koszmar, szlochy, placze, zawodzenia, pomimo tego, ze byla w domu babcia.
galka - 01-09-2009 17:10
W przedszkolu ,w pierwszych dniach dzieci dziela się na takie,które płaczą na początku a póżniej po kilku dniach przestają i na takie które z początku są oczarowane otoczeniem a reakcja(łzy) przychodzą po kilku dniach.Mało jest takich wcale nie płaczących-aczkolwiek istnieją-i chyba nie ma takich ,które płaczą cały czas-i to może być pewną pociechą.
Moje wspomnienia z tego okresu są takie;zapłakany syn,i zasmarkana mama :D
Ale po kilku dniach ,kiedy serce mi się rozrywało,że oto ja ,wredna sucz zostawiam dziecko a ono tak bardzo rozpacza, zaprzyjażniona przedszkolanka przerwała tą rozrywającą serce scenę i powiedziała do mnie-idż już i obserwuj zza firanki.Kiedy się oddaliłam ze zdziwieniem zobaczyłam,że łzy szybko się skończyły bo dziewczyny mają doświadczeniez tym corocznym problemem.Mimo tego serce boli ale na pocieche powiem ,że coraz mniej i po jakimś czasie dziecko wcale nie jest szczęsliwe ,ze dzis nie idzie do przedszkola :D
A pomysł żeby to tata odprowadzał u mnie sie nie sprawdził.Tata co prawda ze trzy razy pojechał do przedszkola ale wracał po 15 minutach razem z dzieckiem :o A dziecko doskonale wiedziało jak mu zagrać na uczuciach :lol:
W zwiazku z tym tata służył do odbierania.
iza mama gabora - 01-09-2009 21:24
dandi3-żyjesz chłopie? :wink: :)
jacekot - 01-09-2009 22:14
no i pierwszy dzień za nami , sytucja wyglądała dzisiaj tak :
1) wersja łątwiejsza jak się okazało starszy syn ponieważ szwdłk po raz drugi do przedszkola , założył buty wszedł do grupy , zobaczył ulobioną Panią i kolegę i tyle go widziałem nawet zapomniał się pożegnać , jak żona póżniej odbierała ( była w sumie wcześniej niż planowała ale to ze względu na młodsze dziecie , ale o tym za chwile) to jeszcze miał jakieś "ale" że za wczesnie ( oby tak zawsze :lol: )
2) wersja druga trochę niestety gorsza , młodsza córka jednak przeżyła pierwsze rostanie z mamą . Dwójka dzieci strasznie rozpaczała i to było w tym straszne , córka była zagubiona ,ale dziella. Jak się póżniej okazało jakoś sobie rade dawała do obiadu niestety póżniej wyszła jakaś sprzeczka z koleznaką i już zaczoł się płacz. Ogólnie całe popołudnie powtarze , aż do zaśniecia że ona jutro nie chce iść do przeczkola. :cry:
Trategia mojaj żony , jutro dzieci prowadze ja , a ona odbiera . Chym ciekawe jak to jutro rano będzie ,o starszego jakoś się nie boje , ale mlodsza już wie coto znaczy przeczkole i już tam nie chce isć .
Anna Wiśniewska - 01-09-2009 22:54
Dopiero dziś trafiłam na ten wątek :lol:
A "problem" jak najbardziej "mój" i na czasie :lol:
Mój Pawełek spędził dziś pierwszy pełny dzień w przedszkolu.
Też mieliśmy w czerwcu dni adaptacyjne, na które biegał szczęśliwy, a po powrocie do domu mnie pytał: czy jutro też pójdziemy do przedszkola? a w piątek? a w szóstek? :lol:
No i dziś chyba było dobrze, bo wiedział co go tam czeka. Sam pobiegł do sali po buziaku, sam mi powiedział "no to pa".
Ale emocje to jednak emocje, i kiedy przybiegł do mnie kiedy go odbierałam, to się troszkę popłakał. A na pytanie czemu płacze odpowiadał: ale mamo, ja nie wiem, czemu ja płaczę :lol:
Zatem chyba ok. Jutro też chce tam iść. Oby tak dalej! :lol:
Anna Wiśniewska - 01-09-2009 22:58
Nie wiem jak będzie jutro ale....dzisiaj jesteśmy w trakcie pierwszego samodzielnego dnia w przedszkolu trzylatka. Przedtem były 3 dni z rodzicami (mama) po 3h. Małemu mówilismy już od ponad 2 mc o przedszkolu. Podjeżdzaliśmy pod płot aby oglądął plac zabaw. Od tygodnia tłumaczylismy, że będzie jedzonko i dzieci i zabawa. Jak chce to może spać, jak chce to leżeć i myśleć sobie o kotkach :wink: a jeśli nie chce to wczesniej po niego przyjdziemy.
Dzisiaj rano odstawiłem gościa pierwszy raz (jestem od zadań trudnych czyli zastrzyki, przedszkola itp :wink: ). W samochodzie śpiewy. Po wejściu pokazał mi swoją szafkę (pierwsze 3 dni były z żoną). Poszliśmy do sali. Otwieram drzwi a tam jeden wielki ryk. Sajgon i zbiorowa histeria. Pani oblepia 8-10 płaczących malców. Dzieci płaczą w niebogłosy. Nasz maluch pomachał mi, dał buziaka i poszedł. Po 30 minutach kumpel odprowadzał swojego syna. Nasz cały czas nie płakał i rozpracowywał nowe zabawki. Żona przyszła poniego o 12.30. Wyszedł z panią i powiedział, że jest już w pidżamie i zostaje :wink: .
Jestem świadomy, że jutro, pojutrze, za tydzień może być kiepsko. Zasadniczo nie słyszałem o dziecku, które nie płakałoby kiedyś przed przedszkolem. Sam wspominam traumatycznie swoje przedszkole. Ale pierwszy dzień synka mojego był rewelacyjny.
Taki sam stres mielismy przed przeprowadzką do własnego pokoju. Naczytałem się jakie to dzieci odwalają numery we własnych pokojach. Jak nie chcą spać etc. U nas przedtem 1 pokój i wszyscy na kupie. Malec od pierwszego dnia chce spać sam. Mycie, trzy bajeczki, buziak i lulu. Czasem przybiega do nas nad ranem.
Przy tak wielkich zmianach dla malca, moim zdaniem podstawa to spokój rodziców. Dzieci to wyczuwają jak mama "łzawi" w przedszkolu i pyta zadowolone jeszcze dziecie czy się nie boi i czy wszystko ok. Druga sprawa to rozmowa, rozmowa, rozmowa, rozmowa....tłumaczenie, tłumaczenie, odpowiadanie na pytania, odpowiadanie na pytania....Dużo rodziców zapomina o tym aspekcie bo trzyletek nic nie zrozumie i szkoda czasu. Najwyżej popłacze, a trzeba na głeboką wodę etc. Fakt - tak jest może łatwiej bo my poruszaliśmy trudny temat przeprowadzki i przedszkola od kilku miesięcy. Uczyliśmy małego jeść samodzielnie, ubierać się, sikac :wink: . razem kupowaliśmy "wyprawkę". W tym czasie wiele równolatków waliło w gacie i szybki kurs dorosłości rodzice fundowali na tydzień przed przedszkolem. Moim zdaniem rozmowa i poświęcanie malcowi czasu przynosi efekty...nawet jak jutro zalej się łzami :-)...On lub...ja :wink: .
Uffff :wink: Otóż to!
U nas podobnie, w tym samym stylu i też zero problemów z własnym pokojem, teraz z przedszkolem.
Czyli metoda działa :lol:
Nefer - 01-09-2009 23:00
Dopiero dziś trafiłam na ten wątek :lol:
A "problem" jak najbardziej "mój" i na czasie :lol:
Mój Pawełek spędził dziś pierwszy pełny dzień w przedszkolu.
Też mieliśmy w czerwcu dni adaptacyjne, na które biegał szczęśliwy, a po powrocie do domu mnie pytał: czy jutro też pójdziemy do przedszkola? a w piątek? a w szóstek? :lol:
No i dziś chyba było dobrze, bo wiedział co go tam czeka. Sam pobiegł do sali po buziaku, sam mi powiedział "no to pa".
Ale emocje to jednak emocje, i kiedy przybiegł do mnie kiedy go odbierałam, to się troszkę popłakał. A na pytanie czemu płacze odpowiadał: ale mamo, ja nie wiem, czemu ja płaczę :lol:
Zatem chyba ok. Jutro też chce tam iść. Oby tak dalej! :lol: Całkiem OK :):)
kordzina - 02-09-2009 13:56
ja dopiero dziś trafiłam....młodszy wczoraj pierwszy dzień, ale tak jak u paru żłobkowe dziecię więc stresu było mało...jeszcze nie przeczytałam wątku więc mnie poprawcie jak się powtarzam, ale
nastawienie rodzica to podstawa
u mnie jescze jeden fakt bardzo pomógł...już chyba pisałam że mam ich 2 małych wariatów rok po roku...i my nic nie robiliśmy, żeby tak mocno się kochają, ale to jest fakt...cudowny dla nas.
starszy syn wziął Tomka za rękę zaraz jak wysiedliśmy z samochodu( Tomek oczywiście w ręcę fanty ulubione okulary słoneczne i piesek-przytulaniec) i mówi dl niego:
- nie przejmuj się pomogę ci pójdę z tobą do samych drzwi...tata po nas przyjdzie, a może spotkamy się na podwórku- tu się zawachał, ale nie na podwórko ty nie pójdziesz bo jesteś w "maluchach" ja już w "malinkach" więc pójdę na plac zabaw.....
- wiesz co bądź dzielny ja będę prawie obok :oops: ach jacy byliśmy z TŻ dumni, a mi się łzka zakręciła w oku, takie dwa małe krasnale razem...ach...
życzę wszystkim by nasze przedszkolaki dziarsko chodziły i super się bawiły
ullerowa - 02-09-2009 16:34
Nie wiem jak będzie jutro ale....dzisiaj jesteśmy w trakcie pierwszego samodzielnego dnia w przedszkolu trzylatka. Przedtem były 3 dni z rodzicami (mama) po 3h. Małemu mówilismy już od ponad 2 mc o przedszkolu. Podjeżdzaliśmy pod płot aby oglądął plac zabaw. Od tygodnia tłumaczylismy, że będzie jedzonko i dzieci i zabawa. Jak chce to może spać, jak chce to leżeć i myśleć sobie o kotkach :wink: a jeśli nie chce to wczesniej po niego przyjdziemy.
Dzisiaj rano odstawiłem gościa pierwszy raz (jestem od zadań trudnych czyli zastrzyki, przedszkola itp :wink: ). W samochodzie śpiewy. Po wejściu pokazał mi swoją szafkę (pierwsze 3 dni były z żoną). Poszliśmy do sali. Otwieram drzwi a tam jeden wielki ryk. Sajgon i zbiorowa histeria. Pani oblepia 8-10 płaczących malców. Dzieci płaczą w niebogłosy. Nasz maluch pomachał mi, dał buziaka i poszedł. Po 30 minutach kumpel odprowadzał swojego syna. Nasz cały czas nie płakał i rozpracowywał nowe zabawki. Żona przyszła poniego o 12.30. Wyszedł z panią i powiedział, że jest już w pidżamie i zostaje :wink: .
Jestem świadomy, że jutro, pojutrze, za tydzień może być kiepsko. Zasadniczo nie słyszałem o dziecku, które nie płakałoby kiedyś przed przedszkolem. Sam wspominam traumatycznie swoje przedszkole. Ale pierwszy dzień synka mojego był rewelacyjny.
Taki sam stres mielismy przed przeprowadzką do własnego pokoju. Naczytałem się jakie to dzieci odwalają numery we własnych pokojach. Jak nie chcą spać etc. U nas przedtem 1 pokój i wszyscy na kupie. Malec od pierwszego dnia chce spać sam. Mycie, trzy bajeczki, buziak i lulu. Czasem przybiega do nas nad ranem.
Przy tak wielkich zmianach dla malca, moim zdaniem podstawa to spokój rodziców. Dzieci to wyczuwają jak mama "łzawi" w przedszkolu i pyta zadowolone jeszcze dziecie czy się nie boi i czy wszystko ok. Druga sprawa to rozmowa, rozmowa, rozmowa, rozmowa....tłumaczenie, tłumaczenie, odpowiadanie na pytania, odpowiadanie na pytania....Dużo rodziców zapomina o tym aspekcie bo trzyletek nic nie zrozumie i szkoda czasu. Najwyżej popłacze, a trzeba na głeboką wodę etc. Fakt - tak jest może łatwiej bo my poruszaliśmy trudny temat przeprowadzki i przedszkola od kilku miesięcy. Uczyliśmy małego jeść samodzielnie, ubierać się, sikac :wink: . razem kupowaliśmy "wyprawkę". W tym czasie wiele równolatków waliło w gacie i szybki kurs dorosłości rodzice fundowali na tydzień przed przedszkolem. Moim zdaniem rozmowa i poświęcanie malcowi czasu przynosi efekty...nawet jak jutro zalej się łzami :-)...On lub...ja :wink: .
Uffff :wink: Otóż to!
U nas podobnie, w tym samym stylu i też zero problemów z własnym pokojem, teraz z przedszkolem.
Czyli metoda działa :lol: czasem nawet za bardzo :roll: :lol:
własnie szukam miejsca w przedszkolu dla prawie 3 latka 8)
ale to chyba lepiej niż gdyby były płacze
dodam tylko ze starszego musiałam zapisać na szkolna swietlice bo ... chciał :o :wink: :lol:
aga1401 - 02-09-2009 18:03
ja dopiero za rok zabiore glos w dyskusji.moje 2.5 roczne dziecie na razie w domu.ale fajnie poczytac o waszych doswiadczeniach.zycze samych sukcesow.a dzieciom wiele radosci w tym szczegolnym momencie ich zycia. :)
Anna Wiśniewska - 02-09-2009 21:46
To ja opowiem jak było dziś, bo wszak najgorszy jest drugi dzień, kiedy maluchy już wiedzą o co z tym przedszkolem chodzi :wink:
Rano - super, chce iść, w samochodzie super, w szatni super, wchodzimy na salę i... na około 15 dzieci 10 wyje :roll: No to co tu robić, mój synek struchlał no i się dołączył do ogólnej rozpaczy :roll:
Na szczęście po kilkuminutowym przytulaniu, wspólnym przeczytaniu książeczki sam się ode mnie odkleił i poszedł do pani. A potem ponoć już było super :lol:
Jutro zebranie rodziców, zobaczymy czego się dowiem :lol:
Ale na pytanie, czy jutro chce iść do przedszkola mówi zdecydowanie TAK! :lol:
I dodaje, że jutro też musi troszkę popłakać, bo przecież bardzo za mamą i tatą tęskni :roll:
jacekot - 03-09-2009 12:53
No więc nie jest różowo , ale mam nadzieje że to się z czasem zmieni
Moja żonka wyznaczyła tatę jako osobę która ma nasze młodsze dziecko zostawić w przedszkolu . Trzeci dzień , niesty nie wygląda lepiej niż poprzedni , już przed wejściem do przedszkola córeczka płacze bo wie że za chwilę tata będzie musiał iść do pracy . I tak niestyty jest Tata wychodzi dzecko w płacz że nie chce zostać .
:( Łatwo nie jest , staram się patrzeć długofalowo i mam nadzieje że zobacze za jakiś czas te korzyści które widziałem w zeszłym roku jak przechodziłem ten temat ze starszym synem. :roll:
Ci których dzieci zostają bez problemów powinni się cieszyć że nie muszą się az tak stresować .
Pozostali którzy się wymądrzają a ze to wina rodziców , podjeścia , przygotowania , niech sobie te uwagi wsadzą głęboko ( gdzie tylko chcą ) :lol:
pozd
Jacek
Nefer - 03-09-2009 13:01
To nie jest niczyja wina - taka jest ludzka (i dziecięca) natura :):)
Ale histeryzujący rodzić to najgorsza zaraza - nie dość, że rozwala własne dziecko to również rozwala dzieci w promieniu kilometra.
sakus - 03-09-2009 13:37
Dzisiaj jest trzeci dzień mojej córki w przedszkolu - jak do tej pory najcięższy.
Rano płacz i tekst, że nie chce zostać... Ale musimy to przetrwać.
Przez pierwsze 2 dni szła do przedszkola z dużą chęcią - tym bardziej, że chodzi razem z dwoma kuzynkami. Przypuszczaliśmy, ze nastapi kryzys - chociaż sądziliśmy, że po tygodniu. Jednak cały czas mówimy (myślimy również) o przedszkolu w samych superlatywach i z entuzjazmem oraz zachecamy córkę do pójścia i zabawy z innymi. Mam nadzieję, że jest to chwilowy kryzys i za kilka dni wszystko wróci do normy.
iza mama gabora - 03-09-2009 18:46
A jak wy sobie z tym radzicie może macie jakies sposoby ( sprawdzone ;-) ) +
Pozostali którzy się wymądrzają a ze to wina rodziców , podjeścia , przygotowania , niech sobie te uwagi wsadzą głęboko ( gdzie tylko chcą ) =
:o :o :o :evil:
Paulka - 03-09-2009 19:34
No to ja wam z drugiej strony:
Prawie wszystkie dzieci przestają płakać do 5 minut od wyjścia rodziców!
Czasami płacze zdarzają sie jeszcze przy obiedzie i podczas usypiania, ale dzieci, które płaczą cały dzień są naprawdę rzadkim "przypadkiem"
(w przedszkolnej praktyce mówi się, że jeśli dziecko płacze większość pobytu przez 2 tygodnie, tzn, że nie jest gotowe)
Panie pracujące w przedszkolu naprawdę potrafią uspokoić dziecko, zająć je czymś innym. Ale na pewno nie momaga im w tym rodzic co pół minuty zaglądający do sali, albo kukający przez okno (Jeśli dziecko go zobaczy, to nowa fala gotowa)
Najczęstszym problemem jest przekonanie dzieci, że rodzice ich zostawili i nie wrócą. Powtarzajcie więc MILION razy, że przyjdziecie.
Ale nie "za 5 godzin" bo to nic dla dziecka nie znaczy, ale np "jak zjesz obiadek", "jak się obudzisz" itp...
NIGDY nie ulegajcie pod wpływem płaczu dziecka, bo już zawsze będzie stosowało tę metodę.
Dajcie mu "domową" zabawkę, przytulankę itp.
I dajcie dziecku czas na przyzwyczajenie sie do nowego!
Powodzenia rodzice :wink:
agnieszkakusi - 03-09-2009 20:17
jako "wymądrzanie" podam przykład mojego wczorajszego odbierania dziecka z przedszkola. Byłam dość wcześnie i trafiłam na dużą grupę rodziców odbierających dzieci z najmłodszej grupy. Dzieci kończyły jeść obiad. W salach zamontowane są kamery i na dole można sobie obejrzeć co dziecko akurat robi. To, co wyprawiali rodzice przed tym telewizorem sprawiło, że po prostu mnie zatkało. Teksty typu: " dlaczego on nie je? Gdzie jest ta baba? Niech go nakarmi, przecież jest mały" , " ona je widelcem! Przecież mówiłam im, że nie potrafi. Miała jeść tylko łyżką. Zaraz tam pójdę i ją opierd.... (dosłowny cytat)"
Sorki, ale jeśli rodzice wprowadzają taką atmosferę w domu, w ten sposób komentują, co się dzieje w przedszkolu to dzieci nigdy nie będą chodzić chętnie do przedszkola.
Nefer ma rację, to wszystko zalezy od dziecka. W ubiegłym roku córka mojej kuzynki miała iść do przedszkola. Miała wtedy 4 lata. Przedszkole prywatne, załatwiane po znajomości, bo o publicznym w ogóle nie było mowy. Rodzice szczęśliwi, bo dziecko jedynak, chcieli, żeby była między innymi dziećmi. Dziecko chodziło dwa tygodnie. Tak bardzo nie cierpiała tego miejsca, że zaczęła moczyć się w nocy, paskudnie się zachowywać. Dziecko wróciło pod opiekę babci i wszystko wróciło do normy. Po jakimś czasie wyszło na jaw, że babcia wbijała jej do głowy, że lepiej jej będzie z babcią w domu niż z dziećmi w przedszkolu, bo są tylko trzy panie, a dużo dzieci i kto ją przytuli jak będzie chciała? Po co ma wstawać rano jak może spać do 9 czy 10 :-?
Miejsce w przedszkolu było trzymane do tego roku. Dziecko ma taki uraz, że nie chce słyszeć o przedszkolu w ogóle.
Anna Wiśniewska - 03-09-2009 20:57
Kurde, fajna babcia :o :-?
Paulka, Ty to chyba przedszkolanką jesteś w przedszkolu mojego synka, bo dziś pani na zebraniu właśnie to wszystko nam powiedziała :lol:
Pawcio dzielny :lol:
Co prawda rano, gdy widzi, że dzieciaki płaczą, to on też zaczyna, ale po wyjściu rodzica jest natychmiastowy spokój i to aż do końca dnia :lol: Dziś gdy go odbierałam przybiegł roześmiany i mówi "mamo, ja dziś wcale nie płakałem!" :lol:
A jak fajnie się go słucha gdy opowiada, co w przedszkolu robił :lol:
Agduś - 03-09-2009 20:58
Sądzę, że dzieci, które płaczą całymi dniami w przedszkolu i nie dają się uspokoić w żaden sposób, mają po temu powody. Synek mojej koleżanki tak robił i musiała go zabrać z przedszkola, bo płakał od momentu jej wyjścia do chwili, kiedy po niego przychodziła. Nie bawił się, nie jadł, nie słuchał bajki...
Mały mieszkał u jej rodziców od zawsze, a ona odwiedzała go dwa razy w miesiącu na weekend (tak jej się w życiu porobiło, że inaczej nie mogła). Wyjeżdżała, kiedy zasypiał po południu. Gdy się budził, mamy nie było. Zastanawiam się, czy problem nie polegal na tym, że mały bał się, czy mama nie zniknie za drzwiami na dwa tygodnie tak, jak znikała, kiedy spał. Teraz chłopiec ma 5 lat i poszedł do szkolnej zerówki, bo o przedszkolu w ogóle nie moglo być mowy. Niestety, nadal płacze...
Moje dziewczyny szły do przedszkola pierwszy raz z pieśnią na ustach. Wiedziały, że tam jest wspaniale: dzieci, zabawy, miłe panie, piękne zabawki... Kryzys oczywiście przychodził. U jednej wcześniej, u drugiej później. Najdziwniej jest z najmłodszą, która właśnie trafiła do starszaków. Kryzys przyszedł pod koniec zeszłego roku szkolnego. Podczas wakacji tęskniła za ukochana panią, koleżąnkami i przedszkolem. Pierwszego dnia było pięknie, drugiego... rozżaliła się przy pożegnaniu i musiałam uciekać zostawiając zapłakaną córcię w objęciach pani. Nie muszę pisać, jakie to okropne uczucie!
Poszłam po rozum do głowy. Dzieci zdobywają w przedszkolu znaczki - zlote za dobre zachowanie, czarne za złe. Te znaczki są dla nich bardzo ważne. Powiesiłam Małgosi kalendarz, razem kupiłyśmy kolorowe malutkie naklejki dłuuugo je wybierając. Za każdą spokojną pobudkę i sprawne wybieranie się rano może dostać naklejkę. Za każde spokojne pożegnanie w przedszkolu kolejną, za wyjście z przedszkola bez marudzenia, że jeszcze trochę chce się pobawić, trzecią... Dzisiaj zdobyła trzy i sama je nakleiła w kalendarzu. Jeszcze tego nie mówiłam, ale chyba za duuużo naklejek w tygodniu będzie jakaś nagroda - wyjście na lody podczas piątkowego powrotu z przedszkola albo cóś.
PS Agnieszka, znam ten typ rodziców! Udało Ci się wytrzymać i nie skomentować głośno? A babcię to ja bym na miejscu tych rodziców odcięła od wnuka! Kontakty wyłącznie w obecności rodziców. Plus informacja, dlaczego. Skoro stać ich na prywatne przedszkole, to i na dobrą opiekunkę też. Przeca ta babcia i do szkoły dziecko tak nastawi, że zostanie im tylko edukację domową mu urządzić! Skądś to znam - moja babcia zajmowała się moim kuzynem. Kiedy ciocia zapowiedziała, że młody pójdzie do przedszkola, babcia odrzekła, że po jej trupie i zagroziła samobójstwem!!! :o
Nefer - 03-09-2009 21:09
Dzieci są różne.
Ja sie "nie nadawałam do przedszola".
A wyglądało to tak :
Mama zaprowadziła mnie w wakacje do przedszkola.
Weszłyśmy do pustego budynku.
NIkogo nie było.
Pamiętam tylko pomarańczowe zasłony siegające do parapetów.
Mama spytała : "Nie podoba CI się, prawda ? Nie chcesz, żebym Cię tu codziennie zostawiała ?".
Bardzo dobrze pamiętam ten dzień.
Wyszłyśmy i już nigdy nie byłam w przedszkolu.
W zerówce nie rozumiałam, że jak pani mówi do klasy per "dzieci" to ona mówi do mnie. W ogóle byłam w szoku, że tyle dzieci jest na świecie (zerówka w szkole).
Oczywiście są dzieci, ktore naprawde się do przedszola nie nadają (chorują, nie przystosowują się , boją się, mają kłopoty z samodzielności) - to prawda. Nie zawsze to case mamy takiej jak moja , ktora szukała powodu by nie isć do pracy i poświęcać swoje zycie dzieciom siedząc w domu.
Ale zgadzam się, że baaardzo często dziecko płacze, bo MA POWÓD.
Agduś - 03-09-2009 21:24
Nienawidziłam sswojego pierwszego przedszkola. Pamiętam z niego tylko szary budynek i schodki, które zbliżały się do mnie bezlitośnie, kiedy mama ciągnęła mnie po chodniku. Jechałam na butach wleczona za rękę. Nienawidziłam leżakowania, przebierania się w piżamę i bezsensownego leżenia płasko na plecach, bo tylko tak było wolno (rączki wzdłuż ciała na szarym szorstkim kocu). Byłam niejadkiem i miałam wyrobiony odruch wymiotny, kiedy ktoś wmuszał we nie jedzenie. Nienawidziałam obiadów w przedszkolu...
Nie lubiłam mojego drugiego przedszkola. Bałam się dużych, niegrzecznych chłopaków, którzy nas bili, kiedy pani nie widziała. Bałam się schodzenia do szatni, bo panie nas wypuszczały z sali, chłopcy biegli rozpychając się i raz zepchnęli moją koleżankę tak, że rozcięła wargę o schodek. Nie lubiłam naszego przedszkolenego podwórka - była to typowa studnia między kamienicami, ciemna, ponura, wilgotna, zawsze zasypana liśćmi wysokich topoli, pozbawiona jakichkolwiek zabawek.
Uwielbiałam moje trzecie przedszkole - mały jasny budynek w wielkim ogrodzie, duże jasne sale, miłe panie, wielki plac zabaw... Chodziłam do niego tylko pół roku tuż przed szkołą.
Poznałam trzy przedszkola dzięki moim córkom. Pierwsze było świetnie wyposażone i... beznadziejnie nudne. NIC się w nim nie działo. Pani była w ciąży i rezydowała za biurkiem patrząc na bawiące się dzieci.
Drugie było małe, gorzej wyposażone i... wesołe. Panie organizowały też imprezy dla dzieci i rodziców popołudniami.
Trzecie jest świetne! dzieje się w nim naprawdę bardzo dużo, dzieci się uczą różnych rzeczy, panie są sympatyczne i baaardzo zaangażowane.
Strona 1 z 2 • Wyszukano 134 wypowiedzi • 1, 2