mieszkać z teściową??
Sylva - 15-04-2005 20:36
Co myślicie o zamieszkaniu z teściową?? :roll:
andrzejka - 15-04-2005 20:58
Zależy od różnych czynników. :roll:
Ja mam zamiar mieszkać z teściową :( :wink:
Dlaczego? Jest sama i nie wyobrażam sobie, że moglabym ją na starość zostawić samą zdaną tylko na siebie. W tej chwili pracuje za granicą i nam pomaga. Wcześniej mieszkaliśmy razem i różnie to bylo :oops: Czasami bardzo nieciekawie :oops:
Teraz inaczej widzę niektóre rzeczy :roll: Może wreszcie dogania mnie tzw mądrość życiowa :oops:
Napisz więcej dlaczego mialabyś z nią mieszkać?
Ty chcesz, ona czy twój mąż :roll:
Wowka - 15-04-2005 21:08
Były już takie tematy poruszane - http://www.murator.com.pl/forum/view...1388&highlight
http://www.murator.com.pl/forum/view...2370&highlight
ponad 200 postów. Obrażano się na siebie, niewybrednie się atakowano. I nic z tego nie wynikło. Nikt nikogo nie przekonał.
Może starczy tego tematu?
Jerzysio - 15-04-2005 21:43
...heeeeeeeej, slusznie prawisz Wowka :roll:
i taki jeden to nawet zbieral materialy do pracy doktorskiej nt. :wink:
J
julcik - 15-04-2005 22:03
Ja jednak myślę,że nie ."Młodzi" powinni mieszkać sami- to jest prawda!!!
Choćby to była najlepsza mama!Jednak są takie sytuacje ,że nie ma innej możliwości,ale wtedy nie ma co gdybać.Jeżeli jest jakieś inne,dobre rozwiązanie to uważam,że należy rozważyć.
Sylva - 15-04-2005 22:05
Chodzi o to że mam dopiero zamiar się budowac a ona już ruca tekstem że się do nas wproadzi jak się pobudujemy.nie wiem...co będzie to będzi e..he
Sylva - 15-04-2005 22:07
Ale wszycy macie rację.nie ma na to rady.raz będzie dobrez a raz źle.
mdzalewscy - 15-04-2005 22:43
Ale wszycy macie rację.nie ma na to rady.raz będzie dobrez a raz źle. lepiej nie ryzykuj
ozzie - 15-04-2005 23:23
Oj nie!!! Tylko nie z tesciem i tesciowa :roll: :roll:
agniesia - 16-04-2005 00:34
Może starczy tego tematu? Wowka, jak Ci starczy to sie nie udzielaj, a moze komus sie podoba...
badi - 19-04-2005 10:08
Nigdy w życiu.............................!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Daria - 19-04-2005 10:15
Chodzi o to że mam dopiero zamiar się budowac a ona już ruca tekstem że się do nas wproadzi jak się pobudujemy.nie wiem...co będzie to będzi e..he Jeżeli teściowa ma takie podejście już na początku, to wybuduj mniejszy dom albo bardzo daleko od jej znajomych, żeby tylko się nie wprowadziła.
Nie jestem taka przeciwko teściom, moja mogłaby z nami mieszkać chociaż ma czasem humorki. Ale jeżeli ktoś próbuje coś na siłę to się bronię......
Nie daj się!! :D :wink:
Agnieszka1 - 19-04-2005 11:23
Co myślicie o zamieszkaniu z teściową?? :roll:
Mam na to jedna odpowiedz - nie
I to nie tylko o tesciowa chodzi - tak samo nie z kim kolwiek innym.
Tylko maz, zona, dzieci. Wtedy jest zdrowo i milo :D
M@riusz_Radom - 19-04-2005 11:36
a ona już ruca tekstem że się do nas wproadzi jak się pobudujemy. Grzecznie, acz stanowczo bym odmówił. Tyle, że ja jestem w tyle dobrej sytuacji, że nie mieszkałem i nie zamierzam mieszkać z teściami.
Gdybym mieszkał u nich po ślubie miałbym olbrzymiego kaca moralnego jeśli bym odmówił.
aha26 - 19-04-2005 11:55
A ja bardzo bym chciala mieszkac tylko z mezem i w przyszlosci z dziecmi,ale niestety bede musiala zabrac mame i babcie ze soba.Gdyby tata zyl pewnie by tak nie bylo,ale teraz nie mam innego wyjscia.
M@riusz_Radom - 19-04-2005 13:16
A mąż już o tym wie ? :)
aha26 - 19-04-2005 13:43
A mąż już o tym wie ? :) Wie i nie jest z tego powodu szczesliwy.Moja mama nie jest osoba konfliktowa ,ale wiadomo chcialby mieszkac tylko ze mna .Ja nie mam wyjscia ,nie moge jej tak zostawic.
ewasuw - 19-04-2005 14:19
ja nigdy nie chciałam mieszkać ani z rodzicami ani z teściową...
teściowa chce mieszkać sama...
moi rodzice chcą mieszkać sami....
jesteśmy więc w bardzo komfortowej sytuacji...
w sumie Ci nie pomogłam ale to jest Twoja decyzja...
M@riusz_Radom - 19-04-2005 16:00
A mąż już o tym wie ? :) Wie i nie jest z tego powodu szczesliwy. Widzę znakomite podłoże do przyszłych nieporozumień i konfliktów małżeńskich.
Rozumiem, że nie masz wyboru bo mama sobie sama nie poradzi ?
Aggi - 19-04-2005 16:03
aha26 przepraszam za niedyskretne pytanie, ale dlaczego nie możesz ich tak zostawić? Czy są niepełnosprawne i wymagają Twojej codziennej opieki i pomocy w zwykłych czynnościach życiowych?
Bycie osobą niekonfliktową wcale nie oznacza, że wszyscy będą się w towarzystwie takiej osoby dobrze czuli.
aha26 - 19-04-2005 16:03
Mama po smierci taty czuje sie strasznie samotna.Mimo tego ,ze tata zmarl 4 lata temu to mama jeszcze teraz bardzo czesto za nim placze.
Jak ja moge ja zostawic?Mama ma 52 lata i moglaby sobie kogos znalezc,ale nie chce bo bez przerwy mysli o tacie.
No i ja nie mam wyjscia,szkoda mi jej.
M@riusz_Radom - 19-04-2005 16:06
Aha26 - nie zrozum mnie źle, ale na miejscu Twojego meża miałbym silne obiekcje w takim wypadku.
Twoja mama nie potrzebuje Ciebie ale dobrego psychologa dzięki któremu od nowa nauczy się cieszyć się życiem.
agniesia - 19-04-2005 16:07
Aha, ale jak teraz ja wezmiesz do siebie, to juz nigdy sie nie 'usamodzielni' i nie znajdzie sobie kogos, chociaz jak napisalas moglaby.
aha26 - 19-04-2005 16:11
Masz racje ,ja tez uwazam ,ze powinna skorzystac z pomocy psychologa jezeli w ciagu 4 lat nie poradzila sobie jeszcze z ta sytuacja,ale ona nie chce zadnych rad,ona tez wcale nie mowi,ze chce mieszkac ze mna.To ja poprostu sie o nia martwie i nie wyobrazam sobie zebym ja mogla zostawic skoro ona tak czesto placze .
Aggi - 19-04-2005 16:13
Rozumiem to i szczerze współczuję Twojej mamie. Jednak miej również na uwadze zdanie Twojego męża. To bardzo ważne i bardzo dużo można w ten sposób popsuć!
M@riusz_Radom - 19-04-2005 16:14
Pozwole sobie mieć inne zdanie na tę kwestię ;)
Weź mame za rękę i zaprowadź do psychologa. Pomyśl, że jej nastroje mogą się udzielać pozostałym domownikom - chciałabys wtedy mieszkać w takim domu?
Aggi - 19-04-2005 16:28
M@riusz ma 100% racji. Gdybyś miała szansę pomóc swojej Mamie, to jakaś poprawa byłaby widoczna już dawno. Pomoże jej tyko specjalista, a Wy musicie dbać o atmosferę i radość w swoim domu.
aha26 - 19-04-2005 16:45
Wiem,ze macie racje.Porozmawiam z mama delikatnie dzisiaj o takiej wizycie,moze sie zgodzi.
Aggi - 19-04-2005 16:50
Wiem,ze macie racje.Porozmawiam z mama delikatnie dzisiaj o takiej wizycie,moze sie zgodzi. Powiedz jej, że jej smutek dotyka także wzystkich innych i jeśli nie chce zrobić tego dla siebie, niech to zrobi dla Ciebie.
Życzę powodzenia!
aha26 - 19-04-2005 16:59
Dziekuje :D
Wojtek62 - 19-04-2005 17:02
nie mam nic przeciwko mieszkaniu z teściową - na etapie projektu przewidziałem pokój z łazienka i mozliwościa osobnego wejścia
Agnieszka1 - 20-04-2005 13:16
hmmm, a ja na wszelki wypadek na etapie projektu kazalam zaprojektowac poddasze. Jest duze, mozna w nim zrobic 2 pokoje, kuchnie i lazienke. Gdyby cos bedzie jak znalazl.
Nie jestem na dzis za mieszkaniem z tesciami czy nawet moimi rodzicami ale nie jestem pewna co bym zrobila gdyby.
Zreszta moi rodzice chca mieszkac sami .Tescie tez.
Moi jak bylam panna zawsze mowili - "jak sie pozenicie , powychodzicie za maz to wiedzcie ze z nami mieszkac nie bedziecie. Malzenstwo musi mieszkac samo, szczegolnie pierwsze lata po slubie"
Wtedy sie na nich zloscilam ale teraz wiem dlaczego tak mowili.
Zreszta oni doswiadczyli mieszkania z rodzicami - malo rozwodem sie nie skonczylo. 5 lat po slubie dostali wlasne mieszkanie i zyja szczesliwie do dzis juz 32 lata razem :P
Moi rodzice mowia nadal - nie bierzcie nikogo do swojego domu, mieszkajcie sami. Ladnie i pieknie jest przez pierwszy miesiac a pozniej zaczynaja sie zgrzyty w wiekszosci przypadkow. Sa tez rodziny zgodne ale oni znaja swoja corke ( mnie) wiec ... :lol:
A ze oni racje maja zawsze jak sie okazuje pozniej, wiec za ich rada jak na razie obstaje przy mieszkaniu bez rodzicow.
Jesli rodzice bede naprawde potrzebowac pomocy, beda np. chorzy, niesamodzielni nie odmowie im dachu nad glowa - tak mysle.
mama - 20-04-2005 14:24
Mieszkać! Chyba, że nienawiść istnieje i nie można prowadzić dialogu.
Czytam te wypowiedzi na "nie" i jestem coraz bardziej przerażona.
Może tak wiecej empatii? Kieruję te słowa do tych super młodych i zdrowych i egoistycznych. Jak się będziecie czuć za ileś tam lat będąc na miejscu swoich obecnych rodziców? Macie dzieci? Kochacie je, pieścicie, wycieracie pupy, zasmarkane nosy? Za te ileś lat powiedzą Wam - "Spadaj stary na drzewo"- bo chce mieszkać sam.
"Czas" jest sprawiedliwy , każdy musi umrzeć i każdy wcześniej (większość) musi być stary, a starość to choroby, różne. Inaczej z pupcią niemowlaka i inaczej z pupcią schorowanej mamy czy taty.
Poza tym mieszkając pokoleniowo dajemy dzieciom pozytywy i negatywy. Pokazujemy jakie relacje zachodzą miedzy ludźmi, jakie konflikty i jak się je rozwiazuje. Nikt nie mówi , że takie życie to sielanka, ale jeżeli w rodzinie jest umiejętność prowadzenia wyżej wspomnianego dialogu to wiele znaczy. Poza tym kontakt dzieci z dziadkami jest nieocenioną pomocą dla nas - rodziców. Sytuacja, kiedy mieszkamy w mieście w rówżnych blokach, ma wtedy zrozumienie, że chcemy byc sami, ale w domu, nawet tym najmniejszym zawsze jest na tyle luzu aby znaleźć ciszę i spokój. Zacznijmy szanować to , co mamy najcenniejszego, RODZINĘ! Odszedł nasz PAPIEŻ i czego od niego się nauczyliśmy? Chyba niewiele. Ale zawsze można to zmienić, życie jest piękne i tak krótkie , słońce wschodzi i zachodzi codziennie, i świat nie stanie kiedy nas zabraknie.
Pozdrawiam, mama :wink:
Agnieszka1 - 20-04-2005 14:32
A mieszkalas z mezem i dziecmi z rodzicami?
To ze ktos nie chce aby rodzice mieszkali z nim lecz sami to nie znaczy przeciez ze ich nie szanuje, co ty piszesz?
agniesia - 20-04-2005 14:53
To jest naturalna kolej rzeczy, kiedys ja odeszlam z domu, kiedys moje dzieci odejda na swoje,
pytanie bylo czy mieszkac z rodzicami dlatego, ze budujesz domek? z jakiej racji?
kiedys jak nasi rodzice sie zmecza zyciem, nie beda juz samodzielni to zawsze maja pokoj w naszym domu, co nie znaczy ze mamy ich odrazu zabierac do nas po wykonczeniu wnetrza.
Oczywiscie wiele rodzin mieszka trzypokoleniowo, ale to nie znaczy ze kazdy tak musi mieszkac, kto zbudowal domek.
Co innego gdy moja mama (jedna czy druga) wymaga opieki, a co innego jak ktos sie nudzi i zamierza mi w garnki zagladac i kontrolowac bielizne w szafie.
Skoro mozemy dzis mieszkac w osobnych mieszkaniach to dlaczego nie mozemy mieszkac osobno za pol roku, jesli nadal jestesmy zdrowi i nic poza budowa sie nie zmienilo?
Niech kazdy robi jak chce i tyle. 8)
A co do empatii - czy ktos wiedzac, ze nie lubie ludzi wykazuje sie empatia pakujac sie mi do domu bez zaproszenia?
mama - 22-04-2005 12:38
Mieszkam "gromadnie" od zawsze. I tu być może problem, że nie wyobrażam sobie innego życia. Czasem jest miło a czasem wiecej niż nie miło. Ale Bezpiecznie.
Poza tym to moje zdanie , a zdań, tyle ilu ludzi.
Pozdrawiam, mama :lol:
kroyena - 22-04-2005 14:00
Musi być mamuśka masz b. ciche meble, co nie skrzypią. :lol: 8) :lol:
M@riusz_Radom - 22-04-2005 16:30
Mama - za przeproszeniem, pierniczysz farmazony.
Już gdzies tu pisałem, że miłość i szacunek do rodziców nie oznacza automatycznie zabierania rodziców do domu, tym bardziej, że mają własny i na głowę im się nie leje.
Upada również argument o opiece. Lepszą opiekę zapewni im wynajęta pomoc - opiekunka - niż ja, będący czasem po 14 godzin poza domem.
Ale to wszystko opisałem w innym wątku, nie pamiętem już nazwy, ale też coś z teściową było ;)
Wojtek62 - 22-04-2005 17:20
Mriusz,
gdyby wszystko opierać na zapewnieniu opieki to ok
Aggi - 22-04-2005 20:39
A gdyby się uczciwie zastanowić nad odczuciami wszystkich zainteresowanych, wliczając w to synowe i zięciów?
Sielanka zdarza się nagminnie - ale głównie w kinie familijnym.....
andrzejka - 22-04-2005 22:05
Ale czy tu chodzi tylko o opiekę :roll: :roll:
No pewnie, że wolalabym mieszkać sama bez teściowej ale jeżeli ona jest sama i strasznie nie chce sama mieszkać- rozumiem ją akurat w tej kwestii- to co mam jej powiedzieć spadaj stara masz swoje mieszkanie i tam sobie siedź sama bo ja chcę mieć święty spokój :o :o
M@riusz Radom czy rodzice oczekują tylko opieki :roll: :roll: Ja myślę, że bardziej chcą być blisko nas bo wtedy nie czują się odrzuceni :roll:
Aggi a kto powedzial, że życie to sielanka :roll: :roll:
M@riusz_Radom - 23-04-2005 07:43
M@riusz Radom czy rodzice oczekują tylko opieki :roll: :roll: Ja myślę, że bardziej chcą być blisko nas bo wtedy nie czują się odrzuceni :roll: To tylko Twoja interpretacja. Według mnie mogą się tak czuć wtedy, gdy zakładasz własną rodzinę i odchodzisz "w nieznane". A co, jeśli znajdziesz pracę kilkaset km od miejsca zamieszkania rodziców ?
Agnieszka1 - 25-04-2005 08:09
Ja jak dlugo mozna to chcemy mieszkac sami.
Jednak jesli ktorys z rodzicow zostanie sam , rozchoruje sie, czy bedzie nawet zdrowy ale bardzo bardzo samotny wezmiemy go do siebie. Ja bylabym nawet sklonna zmienic prace na pol etatu dla bliskich mi osob.
Chcialabym aby moje dzieci gdy ja juz bede stara i potrzebujaca nie opuscily mnie w potrzebie ale zeby tak bylo najpierw ja musze dac im przyklad co sie robi gdy rodzice ciebie potrzebuja. Jak je naucze tak beda postepowac.
kroyena - 25-04-2005 12:12
Pozostaje jeszcze kwestia tzw. "naturalnej kolei rzeczy".
Dzieci, które widziały umieranie w domu, niekoniecznie na filmie lub w szpitalu, zupełnie inaczej do tego podchodzą.
A naturalna kolej rzeczy jest tak, że najpierw umierają najstarsi.
M@riusz_Radom - 25-04-2005 12:28
A naturalna kolej rzeczy jest tak, że najpierw umierają najstarsi. A z tym to w dzisiejszych czasach jest róznie ...
Agnieszka1 - 25-04-2005 12:38
Pozostaje jeszcze kwestia tzw. "naturalnej kolei rzeczy".
Dzieci, które widziały umieranie w domu, niekoniecznie na filmie lub w szpitalu, zupełnie inaczej do tego podchodzą.
A naturalna kolej rzeczy jest tak, że najpierw umierają najstarsi.
A co ma jedno do drugiego? tzn. smierc dziadkow do tego czy mieszkalo sie z nimi czy nie? Ja nie mieszkalam z dziadkami a bardzo przezylam ich smierc. Po babci przez dwa miechy nic nie jadlam wciaz plakalam do poduchy. Mimo ze razem nie mieszkalismy bylismy bardzo zzyci, kochalismy sie , szanowalismy. Zawsze widzialam szacunek moich rodzicow do moich dziadkow. Moja mama po smierci swojej mamy ( mieszkaly oddzielnie bo nie bylo potrzeby mieszkania razem) miala 3 miechy zwolnienia z pracy od psychologa, 3 razy dziennie wedrowala na cmentarz. Moi rodzice szanowali swoich rodzicow za zycia jak i po smierci - np. w mojej rodzinie jest wpojone za na cmentarz idzie sie raz na miesiac, zapala sie znicze, stawia kwiaty. Moja kolezanka np. mowi ze zwariowalam wydawac kase co miesiac na to. A ja poprostu tak zostalam wychowana . Dla jednych to ma sens a dla drugich nie.
Ale wg mnie nie ma to nic wspolnego z tym czy mieszka sie razem czy osobno.
M@riusz_Radom - 25-04-2005 12:44
A tak przy okazji "oswajania maluszków ze śmiercią" - nie wydaje mi się, aby to był dobry pomysł, z czasem, kiedy wejdą w dorosłe życie sami się z nią oswoją.
Dla przykłady - siostrzeniec mojej zony - osłuchał się 4 letni bidulo od babci o śmierci, o piekle jak będzie niegrzeczny i przez prawie 2 tygodnie miał poważne problemy z zasypianiem, mało co a mały trafiłby do psychologa.
Z "Rozumieniem śmierci" jest tak, że tego się ni da "osłuchać" do tego trzeba dorosnąć.
Agnieszka1 - 25-04-2005 12:56
A tak przy okazji "oswajania maluszków ze śmiercią" - nie wydaje mi się, aby to był dobry pomysł, z czasem, kiedy wejdą w dorosłe życie sami się z nią oswoją.
Dla przykłady - siostrzeniec mojej zony - osłuchał się 4 letni bidulo od babci o śmierci, o piekle jak będzie niegrzeczny i przez prawie 2 tygodnie miał poważne problemy z zasypianiem, mało co a mały trafiłby do psychologa.
Z "Rozumieniem śmierci" jest tak, że tego się ni da "osłuchać" do tego trzeba dorosnąć.
e no Mariusz jest oswajanie i oswajanie.
Moj syn ma teraz 4 lata nasluchal sie o smierci papieza, ale wszystko ok. Wypytal nas ile sie da , dlaczego umarl, kiedy my umrzemy, kiedy babcia, dlaczego trzeba umrzec , nawet powiedzial takie zdanie - " a u bozi spi sie z zamknietymi oczami". Pogadanke mielismy i jest ok. Synek przyjal to jak cos naturalnego i jest w porzadku.
Wszystko zalezy jak rodzice do smierci podchodza i jak ta smierc "przekaza" (opowiedza ) dziecku.
Nasz syn wie ze starzy umieraja a dzidzie sie rodza , ze to kolej rzeczy, ze smierc jest tak naturalna jak narodziny.
Mysle ze kroyena ma racje.
Jak zaczniesz mowic o tym dziecku jak bedzie mialo 20 lat juz bedzie dorosle to dopiero bedzie sie balo.
M@riusz_Radom - 25-04-2005 13:04
Dzieci różnie reagują. Co innego kiedy mu się o tym mówi a co innego, jeśli dziecko dotyka bezpośrednio. Reakcje mogą być skrajnie różne - mam psychologa w rodzinie i co nieco nam o tym opowiadał, oczywiście na ile mu tajemnica zawodowa pozwalała.
Agnieszka1 - 25-04-2005 13:45
Dzieci różnie reagują. Co innego kiedy mu się o tym mówi a co innego, jeśli dziecko dotyka bezpośrednio. Reakcje mogą być skrajnie różne - mam psychologa w rodzinie i co nieco nam o tym opowiadał, oczywiście na ile mu tajemnica zawodowa pozwalała.
psycholog nie psycholog ja uwazam ze dziecko powinno byc uswiadomione o smierci tak samo jak z tym skad sie biora dzieci, gdzie jest bozia , ze kiedys pojdzie do szkoly, do pracy, ozeni sie, urodza mu sie dzieci, ze czasem zycie jest ciezkie, dlaczego jest bieda, wojny itp, itd.
*marta* - 25-04-2005 13:58
Uświadomione owszem (i to chyba nie podlega dyskusji), tak w tym, jak i w innym temacie. Ale to nie znaczy, że tylko bezpośredni kontakt z problemem uczyni dziecko świadomym i lepiej przygotowanym. Co więcej może przynieść więcej złego niż dobrego. Zgadzam się z Mariuszem, do tego trzeba dorosnąć. Nie widzę zalet patrzenia na umieranie w domu.
Agnieszka1 - 25-04-2005 14:21
Uświadomione owszem (i to chyba nie podlega dyskusji), tak w tym, jak i w innym temacie. Ale to nie znaczy, że tylko bezpośredni kontakt z problemem uczyni dziecko świadomym i lepiej przygotowanym. Co więcej może przynieść więcej złego niż dobrego. Zgadzam się z Mariuszem, do tego trzeba dorosnąć. Nie widzę zalet patrzenia na umieranie w domu.
Alez wlasnie o tym pisze, ze lepiej dziecko uswiadomic zanim zetknie sie z tym czy innym problem.
Nie mowienie dziecku o smierci spowoduje zapewne duzo wiekszy szok gdy sie z nia zetknie.
Kroyena mowil o patrzeniu dziecka na smierc w domu.
Ja mysle ze nie trzeba razem mieszkac zeby odczuc bardzo smierc bliskiej osoby. Lecz nie ulega watpliwosci ze jest to rzecz naturalna a zarazem bardzo ciezka napewno dla psychiki dziecka.
Ale , ale co tam bedziemy o smierci , mieszkajac gromadnie przeciez tez patrzymy na narodziny, mamy duzo dzieci w domu ( a to dzieci siostry, a to brata, a to szwagra czy szwagierki ) - co nie dla kazdego jest super sprawa :wink:
hi ale mialo byc o mieszkaniu z tesciowa. Jak widac mieszkanie z tesciowa ma wiele pobocznych watkow :wink:
*marta* - 25-04-2005 14:32
Agnieszko, ja wiem, wiem. Mi chodzi o to, że lepiej żeby się nie zetknęło, będąc jeszcze dzieckiem. Uświadomione czy nie (oczywiście powinno być uświadomione), takich przeżyć powinno nie mieć. Także słowa "Pozostaje jeszcze kwestia tzw. "naturalnej kolei rzeczy". Dzieci, które widziały umieranie w domu, niekoniecznie na filmie lub w szpitalu, zupełnie inaczej do tego podchodzą. A naturalna kolej rzeczy jest tak, że najpierw umierają najstarsi. " zupełnie do mnie nie przemawiają. Po co dziecku takie przeżycie???
Agnieszka1 - 25-04-2005 14:44
Agnieszko, ja wiem, wiem. Mi chodzi o to, że lepiej żeby się nie zetknęło, będąc jeszcze dzieckiem. Uświadomione czy nie (oczywiście powinno być uświadomione), takich przeżyć powinno nie mieć. Także słowa "Pozostaje jeszcze kwestia tzw. "naturalnej kolei rzeczy". Dzieci, które widziały umieranie w domu, niekoniecznie na filmie lub w szpitalu, zupełnie inaczej do tego podchodzą. A naturalna kolej rzeczy jest tak, że najpierw umierają najstarsi. " zupełnie do mnie nie przemawiają. Po co dziecku takie przeżycie???
A to by kroyeny trzebabylo zapytac :lol: bo jego zacytowales
Agnieszka1 - 25-04-2005 14:46
Agnieszko, ja wiem, wiem. Mi chodzi o to, że lepiej żeby się nie zetknęło, będąc jeszcze dzieckiem. Uświadomione czy nie (oczywiście powinno być uświadomione), takich przeżyć powinno nie mieć. Także słowa "Pozostaje jeszcze kwestia tzw. "naturalnej kolei rzeczy". Dzieci, które widziały umieranie w domu, niekoniecznie na filmie lub w szpitalu, zupełnie inaczej do tego podchodzą. A naturalna kolej rzeczy jest tak, że najpierw umierają najstarsi. " zupełnie do mnie nie przemawiają. Po co dziecku takie przeżycie???
A to by kroyeny trzebabylo zapytac :lol: bo jego zacytowalas
*marta* - 25-04-2005 15:18
A to by kroyeny trzebabylo zapytac :lol: bo jego zacytowales Wiem :) Ale się jasno wyraziłam tam powyżej, a niech mnie ;)
Ale rzeczywiście na dziwny temat zeszliśmy :-? Co do mieszkania razem, jestem za tym, żeby, jeśli się da, nie mieszkać razem. Oczywiście, jak zawsze co kto lubi...
kroyena - 26-04-2005 09:45
Dla uszczegółowienia:
Nie życzę teściowej śmierci. :lol: 8) :lol:
Niektórym to mogło przyjść na myśl.
Nie chciałbym, żeby moje dziecko (i raczej nei doprowadzę do tego) bało się śmierci. Mam nadzieję, że nie będę umierał samotnie.
Zbyt poważne jak na Stańczyka co?
PS. Teściowa może być tylko na ile starczy mi cierpliwości. :roll: :wink:
*marta* - 26-04-2005 09:52
Kroyena, ale czemu uważasz, że jeśli zobaczy, to nie bedzie się bało? :o
Coś mi się wydaje, że dziecko przeżyłoby ogromną traumę, odbiłoby się to bardzo negatywnie na jego psychice, nie oswoiłoby ze śmiercią... No w każdym razie tego akurat doświadczenia nie zaliczyłabym do zalet mieszkania z dziadkami :cry: Na to akurat wolę przygotowywać dziecko poprzez rozmowę.
Aggi - 26-04-2005 10:38
W ciekawe rejony zabrnęła ta dyskusja. :o Wolałabym się chyba jednak zastanawiać co mieszkający razem z wnukami dziadkowie są im w stanie potytywnego przekazać i co ewentualnie dobrego z tego wynika. Rozważania o korzyściach płynących z obserwacji umierania są przedziwne.
agniesia - 26-04-2005 12:36
Ale zabrnelismy, od tego czy mieszkac jesli wybudujemy domek do smierci.
Wiekszosc z nas opuscila domy na studiach, niektorym sie bardzo powiodlo i w pierwszych latach po studiach mogla zaczac samodzielna budowe wymarzonego domku.
Czyli przyjmijmy ze mielismy ok 25-30 lat kiedy zaczynalismy budowe, nasi rodzice mieli ok 50-55(oczywiscie generalizuje),
to nie jest starczy wiek, to nie sa (w wiekszosci) jacuys chorzy zniedolezniali rodzice, staruszkowie, ktorzy nagle w czasie trwania budowy naszego domu zaczeli wymagac calodobowej opieki.
Sa to ludzie w wieku 'produkcyjnym' - brzydkie okreslenie, ale prawdziwe, pracuja, maja swoje zainteresowania, obowiazki.
Smierc pojawic sie moze zawsze, wiec argument o oswajaniu jest tu nie na miejscu.
Zawsze dobijaly mnieopowiesci dziadkow 'juz niedlugo mnie zabraknie, odejde, umre' i tak przez 10 lat.
No i nie chcialabym zeby moje dziecko bylo narazone na takie czarnowidztwo, smecenie przez te 10 lat. To nie jest zdrowe dla jego psychiki.
Jesli juz ktos mieszka z dziadkami to oczywiscie jest sporo korzysci: dziadkowie sa mlodzi, czesciej sie usmiechaja, czuja, ze ktos jest potrzebny, opowiadaja duzo o swoich przygodach, doswiadczeniach, wracaja wspomnieniami do przyjemnych chwil, dzieci sa pod ich opieka, nigdy nie sa glodne dzieciaki - bo babcia cos zawsze przygotuje dla ukochanego wnusia,
dziadkowie chca byc potrzebni, pilnuja swoich lekow, mniejszy procent dziadkow cierpi na depresje odrzucenia.
No ale sa tez minusy. Moja babcia chciala cos gotowac pod nieobecnosc domownikow zeby nam sprawic przyjemnosc, spalila caly komplet garnkow i 10 czajnikow - bo nie uznawala elektrycznych. Nie mogla spac w nocy, chodzila, stekala, zapalala swiatlo, ogladala tv bardzo glosno (problemy ze sluchem), trzaskala drzwiami.
Miala swoje przyzwyczajenia w kuchni - zawsze nawet z ogromnym nadcisnieniem zagrazajacym zyciu solila okropnie (i to wszystkim), do tego nie uznawala oleju i wszystko smazyla na smalcu, dodawala smalcu do zup (zawsze ciezkie zasmazki), nawet slodkie rzeczy potrafila usmazyc na skwrkowym smalcu.
Chciala dobrze, ale bylo baaardzo ciezko. Juz pomijam, ze lazienka zajeta byla nonstop (a byla jedna).
Jak ktos ma warunki zeby zapewnic niezalezna kuchnie i lazienke to z pewnoscia bedzie to korzystne dla obu stron, ale nic na sile. 8)
kroyena - 26-04-2005 12:38
agniesia, a Ciebie Lekcja nic nie nauczyła. Umierać sie powinno w domu w otoczeniu bliskich i w zgodzie ze wszystkimi, a nie gdzieś po szpitalach, lub karetkach, albo jeszcze lepiej na pawulonie.
agniesia - 26-04-2005 12:42
Wlasnie ta lekcja mnie nauczyla, ze ludzie kolo 50 to nie sa starzy zniedolezniali ludzie, ze nasi rodzice prowadza aktywne zycie i maja swoje zainteresowania.
A ja opiekowalam sie swoja babcia i nikomu nie zycze takich stresow, czy to juz czy nie, co mam robic, 15letnia wnuczka... I dzieciom tych stresow zaoszczedze.
M@riusz_Radom - 26-04-2005 12:45
Kroyena - Ci, którzy moga umrzeć w domu są szczęśliwcami, reszta niestety umiera w szpitalach, samochodach, pociągach itd.
I to bynajmniej nie z powodu tego, że ich nikt w rodzinie nie chciał w domu..
Wcześniej ludzie umierali w domach, szczególnie na wsi - to fakt, teraz lekarze walczą do upadłego o zycie pacjenta a w domach przewaznie nie ma takiej możliwości.
Obstawiam, że gdyby ktoś z Twoich bliskich miał choć cień szansy aby wywinąć się śmierci kosztem tego, że musi udać się do szpitala, w domyśle może równiez tam zakończyć swój zywot, to sam byś tę osobę w te pędy tam zawiózł.
Ja przynajmniej bym tak zrobił.
kroyena - 26-04-2005 12:48
Czasem są chwile kiedy trzeba pozwolić komuś odejść.
Podkreślam pozwolić, a nie pomóc.
M@riusz_Radom - 26-04-2005 12:53
Kroyena - zgadza się, problem się pojawia wtedy, kiedy to ktoś z naszych bliskich musi stać się ofiarą takiego rozważania. Naturalnym jest, że będzie się walczyć o taką osobe do samego końca.
aha26 - 26-04-2005 13:13
Moj tata chorowal na raka,lekarze powiedzieli abym oddala tate do hospicjum.Powiedzialam nigdy w zyciu nie oddam ojca do hospicjm,zabralysmy Go z mama do domu i NIE ZALUJE tej decyzji bo wiem,ze cierpial by bardziej umierajac wsrod obcych ludzi a tak umieral w domu a ja trzymalam Go za reke.
M@riusz_Radom - 26-04-2005 13:17
<brawo><brawo><brawo>
kroyena - 26-04-2005 13:33
To jak ewentualnie może być teściowa w domu. :roll:
Chłolera, ile to będzie nerwóf kosztofać. :evil: :o :-? ...
PS. Nie ma smila, że wisi mi to. Bo liczy się styl.
agniesia - 26-04-2005 13:41
To jak ewentualnie może być teściowa w domu. :roll: jak rodzina to nie ma wyjatkow, przygotuj sie 8)
M@riusz_Radom - 26-04-2005 13:42
Ktoś kiedyś powiedział, że dla faceta teściowa to zło konieczne ;)
A tu tak na rozluźnienie :
Fąfara do kolegi:
- Moja rodzina przeżyła ostatno katastrofę kolejową.
- Co się stało?
- Teściowa przyjechała do nas pociągiem.
Agnieszka1 - 27-04-2005 09:10
Wlasnie ta lekcja mnie nauczyla, ze ludzie kolo 50 to nie sa starzy zniedolezniali ludzie, ze nasi rodzice prowadza aktywne zycie i maja swoje zainteresowania.
A ja opiekowalam sie swoja babcia i nikomu nie zycze takich stresow, czy to juz czy nie, co mam robic, 15letnia wnuczka... I dzieciom tych stresow zaoszczedze.
agniesia, mialam to samo, tylko jak mialam lat 20 ale tez dzieciom swoim tych stresow zaoszczedze
Wiecie co ja rano balam sie popatrzec na moja babcie w lozku bo balam sie ze zastane ja niezywa.
A poniewaz mielismy piece jeszcze wtedy :cry: to musiam wejsc do jej pokoju z ranca zeby napalic jej w piecu zanim wyjde na uczelnie. Mieszkalysmy z babcia same.
Wiec wchodzilam do pokoju wogole na nia nie patrzac, zrobilam co swoje ( napalilam w piecu) i wychodzilam na nia znow nie patrzac.
Pozniej szlam na uczelnie i dzwonilam tel zeby sprawdzic czy zyje. Przykre ale prawdziwe.
Przezylam ten okres jakos, moim dzieciom takich "efektow specjalnych" w zyciu bede chciala zaoszczedzic.
mama - 27-04-2005 15:21
Takie niepozorne pytanie a tyle emocji.
MIESZKAĆ, to jak ktoś napisał wcześniej, nie znaczy od razu się opiekować, chociaż opieka może być dwustronna bo to tylko i aż życie.
Wyrażając swoje opinie - a te każdy z nas ma inne - nie zmuszmy innych do takiego czy innego działania, wiec nie ma potrzeby się tak bardzo obruszać. Zachowania innych nas wkurzają a nasze własne też są z pewnością uciążliwe dla innych. I tak koło się zamyka.
Pozdrawiam, mama :wink:
D`arek - 28-04-2005 15:44
Dawno już nie czytałam takich niedorzeczności jakie powypisywała mama.
Nie ma nic gorszego niż mieszkanie z rodzicami. Żadnych plusów. Dobrze, że mam mądrą mamę. Nawet po śmierci ojca ciągnie do swojego domu. Tam jest jej azyl, tam sobie rządzi. A ja nie muszę się krępować gdy chcę się z mężem poprzytulać czy pogadać. Nie znam z autopsji starszych ludzi, którzy nie zmuszeni naprawdę dramatycznymi sytuacjami chcieliby mieszkać z dorosłymi dziećmi. Znam natomiast wiele małżeństw gdzie kryzys za kryzysem bo mieszkaja na kupie.
Wojtek62 - 28-04-2005 16:32
a ka nie narzekam na mieszkanie z teściową i budując dom uwzględniłem dla Niej pokój z łazienką z opcją osobnego wejścia, gdzie będzie miała swój azyl a ja z rodzinką na swobodne hasanie mam całe piętro
andrzejka - 28-04-2005 22:42
Rzeczywiście temat sie rozwinąl w dziwnym kierunku :roll: :roll: chociarz może i nie bo śmierć jest przecież nierozerwalnie związana z życiem.
Każdy ma swoje zdanie na ten temat i o to chyba chodzi w tym wszystkim.
:roll: :roll:
andrzejka - 28-04-2005 22:54
M@riusz Radom czy rodzice oczekują tylko opieki :roll: :roll: Ja myślę, że bardziej chcą być blisko nas bo wtedy nie czują się odrzuceni :roll: To tylko Twoja interpretacja. Według mnie mogą się tak czuć wtedy, gdy zakładasz własną rodzinę i odchodzisz "w nieznane". A co, jeśli znajdziesz pracę kilkaset km od miejsca zamieszkania rodziców ? Oczywiście, że to tylko moja interpretacja. Ale to chyba normalne, że nasi rodzice czy teściowie chcą patrzeć jak rosną ich wnuki, chcą być z nimi i czuć się nam potrzebni. Śą ludzie którzy są inni i chcą po zabawie z wnukami wyjść do siebie i mieć święty spokój. Mają swoje zainteresowania, pracę, przyzwyczajenia. Ale są i tacy dla których bardzo ważne jest bycie razem ze swoimi bliskimi. Kązdy jest inny i każda sytuacja jest inna i dlatego niech każdy robi tak jak uważa i jak chce.
Mi tylko chodzilo o to, że nie moglabym zostawić któregoś z rodziców samego wtedy gdy wymagaloby ode mnie opieki i to nie zawsze z powodu niedomagania fizycznego ale także z powodów psychologicznych, spolecznych itp.
Joanna i Janusz - 28-04-2005 22:58
Ja też dołączę swoją(naszą) opinię.
Nie mamy w planach mieszkać z teściami/rodzicami, natomiast bierzemy taką możliwość pod uwagę, gdyby zaszła taka potrzeba. mamtu na myśli nie tylko chorobę ale też smutną samotność.
Aggi - 29-04-2005 09:27
Pytanie skad sie bierze smutna samotnosc? Czy nie z wlasnej winy?
Agnieszka1 - 29-04-2005 12:38
Pytanie skad sie bierze smutna samotnosc? Jesli moja tesciowa pozrywala w ciagu minionych lat wszystkie rodzinne kontakty, jesli nie ma zadnych przyjaciol i znajomych, jesli nie ma zainteresowan i pasji, to dlaczego ja mam teraz byc odpowiedzialna za jej samotnosc i wbrew sobie zapewniac jej towarzystwo oraz troszczyc sie o to aby ona czula sie potrzebna? :o
wlasnie nie wiem :wink:
ale czlowiekowi jakos zal sie robi ze ona taka samotna ....... tylko zal jest przez pierwsza chwile, a poniej tez jest zal - ze sie razem jednak zamieszkalo :lol:
mmiodek - 07-05-2005 21:52
Pytanie skad sie bierze smutna samotnosc? Jesli moja tesciowa pozrywala w ciagu minionych lat wszystkie rodzinne kontakty, jesli nie ma zadnych przyjaciol i znajomych, jesli nie ma zainteresowan i pasji, to dlaczego ja mam teraz byc odpowiedzialna za jej samotnosc i wbrew sobie zapewniac jej towarzystwo oraz troszczyc sie o to aby ona czula sie potrzebna? :o Nie chcę przesadzić ale: "Czcij swego ojca i swoją matkę abyś długo żył i aby ci się dobrze powodziło na ziemi" Do przemyślenia - widać ta zasada jest wprowadzona przez Boga (dla jednych) lub przez mądrośc dawnego ludu (dla innych) jako dająca coś nam - tym co mają czcić i szanować. Może po prostu chodzi o naszą przyszłość? przypominam też bajkę (i chyba sztukę) "drewniany talerz" (może drewniana miska). Nie da się być dobrym tylko dla tych co są dobrzy dla nas - warunkowo. a jeśli nawet sie da to ilość dobra na świecie w ten sposób radykalnie sie zmniejsza...
mmiodek - 07-05-2005 22:05
Inna sprawa, ze powiedziane jest równiez: Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: "dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoja żoną, i będą oboje jednym ciałem..." A więc nie ma nakazu mieszkania razem - nieomal wręcz przeciwnie. Ale ulżenie w samotnosci, pomoc, opieka - to jest wyraźne. Acha, no i jezeli są jednym ciałem to sądzę, że teściowa jest jak matka...
Scarab - 08-05-2005 09:09
A ja bardzo bym chciala mieszkac tylko z mezem i w przyszlosci z dziecmi,ale niestety bede musiala zabrac mame i babcie ze soba.Gdyby tata zyl pewnie by tak nie bylo,ale teraz nie mam innego wyjscia. zawsze z zona marzylismy o mieszkaniu we dwoje; o wspanialym komforcie zycia malzenskiego; o wspanialym odizolowaniu sie od sasiadow. naszymi marzeniami zyli nasi rodzice - moi jak i mojej zony.
najbardziej jednak moj tata - bardziej nawet od nas. zapewne chcial przez nasza budowe spelnic swoje nieosiagniete marzenie o wlasnym domku. cieszylismy sie, ze tak to wyglada.
tata umarl nagle po pierwszym dniu zalewania law fundamentowych. bylo to 3,5 tygodnia temu. znalazla go mama w domu, przezyla (i przezywa) dramat, ktorego nijak da sie opisac; przezywam ten dramat rowniez ja (jej i swoj). przy pierwszych rozmowach o tym, ze musimy byc silni - powiedziala, ze jedyne czego sie boi, to byc samotna. moja reakcja byla natychmiastowa - mamusiu - bedziesz mieszkac z nami.
teraz musze sypiac w mieszkaniu mamy, razem z nia - paranoicznie boi sie byc sama w tym mieszkaniu. nie MAM praktycznie innego wyjscia. moja zona zgadza sie z tym wszystkim... czy tak do konca? - tego jeszcze nie wiem.
mam postawione dopiero fundamenty, ale juz teraz wiem, ze ten dom bedzie musial byc sprzedany a pobudowany nowy - wiekszy. dom, ktory zapewni komfort nam, mamie, rodzicom mojej zony (gdy zajdzie taka potrzeba), mojemu bratu kiedy bedzie przyjezdzal do rodziny. nowy dom bedzie domem rodzinnym - domem dla calej rodziny. aktualnie budowany rowniez, jednak ze wzgledu na wielkosc - nie bedzie komfortowy.
czy ja mam cos przeciwko mieszkaniu z tesciowa? z moja mama? - TAK, ale praktycznie nie ma czegos takiego, co bedzie wazniejsze od milosci, szacunku i troski dla najblizszych osob.
Aggi - 08-05-2005 22:01
I Acha, no i jezeli są jednym ciałem to sądzę, że teściowa jest jak matka... To jest oczywiście bardzo szlachetne podejście. Piękne słowa i piękne idee. Jeśli komuś udaje się to wprowadzić w czyn - to chylę czoła.
Ten wątek jest jednak o mieszkaniu pod wspólnym dachem, a nie o szeroko pojętym szacunku. Mieszkanie razem może byc tego szacunku przejawem, ale nie musi......... Może też paradoksalnie być jego smutnym końcem.
Scarab z wielkim smutkiem przeczytałam Twój post. Mam nadzieję, że uda Wam się wspólnie przeżyć te najgorsze chwile.
rrmi - 08-05-2005 22:32
SKARAB , bardzo mi przykro z powodu Twojego Taty.Moze to jest tak ze do pewnych decyzji dochodzimy z wiekiem. Od siebie musze niestety dodac , ze moja tesciowa bardzo ciezko pracowala sobie na to , zebym kiedykolwiek chciala z nia mieszkac. Kazda rodzina jest inna , kazda ma swoje wartosci , nie oceniam innych.
Scarab - 09-05-2005 06:21
Aggi i rrmi,
dziekuje wam za dobre slowo, czasami dorosly potrzebuje go jak male dziecko - latwiej sie wtedy zyje.
nie chce krytykowac tych ktorzy z tesciowa mieszkaja i tych, ktorzy nie chca z nia mieszkac. kazdy z nas jest inny, kazdy z nas mial inne dziecinstwo, kazdy z nas inaczej odchodzil z domu rodzinnego, kazdy z nas inaczej do niego wracal. to nowa rodzina musi podjac wlasiwa decyzje, nowa - wy (maz z zona) i mama jednego z was.
aha26 - 09-05-2005 14:51
A ja bardzo bym chciala mieszkac tylko z mezem i w przyszlosci z dziecmi,ale niestety bede musiala zabrac mame i babcie ze soba.Gdyby tata zyl pewnie by tak nie bylo,ale teraz nie mam innego wyjscia. zawsze z zona marzylismy o mieszkaniu we dwoje; o wspanialym komforcie zycia malzenskiego; o wspanialym odizolowaniu sie od sasiadow. naszymi marzeniami zyli nasi rodzice - moi jak i mojej zony.
najbardziej jednak moj tata - bardziej nawet od nas. zapewne chcial przez nasza budowe spelnic swoje nieosiagniete marzenie o wlasnym domku. cieszylismy sie, ze tak to wyglada.
tata umarl nagle po pierwszym dniu zalewania law fundamentowych. bylo to 3,5 tygodnia temu. znalazla go mama w domu, przezyla (i przezywa) dramat, ktorego nijak da sie opisac; przezywam ten dramat rowniez ja (jej i swoj). przy pierwszych rozmowach o tym, ze musimy byc silni - powiedziala, ze jedyne czego sie boi, to byc samotna. moja reakcja byla natychmiastowa - mamusiu - bedziesz mieszkac z nami.
teraz musze sypiac w mieszkaniu mamy, razem z nia - paranoicznie boi sie byc sama w tym mieszkaniu. nie MAM praktycznie innego wyjscia. moja zona zgadza sie z tym wszystkim... czy tak do konca? - tego jeszcze nie wiem.
mam postawione dopiero fundamenty, ale juz teraz wiem, ze ten dom bedzie musial byc sprzedany a pobudowany nowy - wiekszy. dom, ktory zapewni komfort nam, mamie, rodzicom mojej zony (gdy zajdzie taka potrzeba), mojemu bratu kiedy bedzie przyjezdzal do rodziny. nowy dom bedzie domem rodzinnym - domem dla calej rodziny. aktualnie budowany rowniez, jednak ze wzgledu na wielkosc - nie bedzie komfortowy.
czy ja mam cos przeciwko mieszkaniu z tesciowa? z moja mama? - TAK, ale praktycznie nie ma czegos takiego, co bedzie wazniejsze od milosci, szacunku i troski dla najblizszych osob. Bardzo mi przykro z powodu smierci Twojego taty, wiem co teraz czujesz!Mysle ,ze doskonale rozumiesz dlaczego musze zabrac mame ze soba!
Scarab - 09-05-2005 15:05
rozumiem doskonale i wierz mi, nie jest latwo komentowac takie pytania; pocieszac tych ktorzy cierpia; a najtrudniej jest zostawic tych, ktorych kochamy.
trzymaj sie aha, nie liczy sie tylko 'nowa' rodzina ktora zakladasz, ale rownie liczy sie rodzina ktora masz i ktora ci wszystko umozliwila.
M@riusz_Radom - 09-05-2005 15:10
Ha - mimo wszystko radziłbym sprawę mocno skonsultować z mężem/żoną.
Jeśli oboje nie widzą problemu - super, jeśli jedno z nich ma coś przeciw to rodzi się problem. poważny problem który może mieć powazne konsekwencje w przyszłości.
Scarab - 09-05-2005 15:24
lepiej wczesniej, niz za pozno.