ďťż

Proszę wejdzcie.PIES ze schroniska vs.z hodowli - DLACZEGO??





oxa - 22-10-2007 19:01


Każdy pies może stać się agresywny [najmniej jednak lablador]. A jak te rottwailery żegnają gości?

Generalnie jest tak jak napisał(a) mokka: rasa pociąga za sobą pewne predyspozycje. Pewno, że wychowaniem można wszystko [prawie] zmienić. Ale jednego psa trzeba oduczyć agresywnych zachowań [bo ma to we krwi] a innego nauczyć agresywnych zachowań [z jamnika też można zrobić psa bojowego].
Jestem ciekawa ile znasz rottweilerów? baaardzo ciekawa, bo ja znam sporo i tylko jeden trzymany w mieszkaniu nie był łagodny 8) Nie mówię, że jest to rasa dla każdego, na pewno nie na łańcuch lub do kojca - bez kontaktu z człowiekiem. Nigdy nikogo nie namawiałam na takiego psa, ale już nie mogę czytac o pożerających dzieci rottweilerach i astach. Jaki pan, taki kram. Już pisałam gdzieś, mam kolejną rottkę, wychowywane razem z dziecmi, pierwsza zresztą "pomagała" przy dzieciach, robiła za stojak przy pierwszych krokach, które zresztą były do suczy - dzieci niosły np.chrupki.
Goście wchodzą i wychodzą, i nawet żyją. Podobnie pan przychodzący do pieca, do rolet i inni, też im się upiekło :evil: Przepraszam, był jeden "incydent" suka rzuciła się koledze pod nogi wywalając brzuch do głaskania, nie zauważył jej i wywinął orła.
A zachowania ludzi na widok rottka (kaganiec i smycz - dla świętego spokoju): zarówno moje jak i innych rottomaniaków:
-na widok 4 mies. suni - pani trzyma mocno tego psa i osłanianie dziecka na rowerze własnym ciałem, - oo to są te, no te, (mąż koleżanki) "ratlerki" no właśnie te ratlerki to mordercy są, - wymachiwanie siatami, żeby odstraszyc i ewentualnie, zniechęcic (?) do ataku, - i setki innych. Dodam, że sucz idzie noga, za nogą i ma w nosie otaczających ja ludzi, ale jest przeze mnie w miarę ułożona, ciekawe jak by zareagował inny pies, któremu właściciel nie poświęca czasu.
Była moda na rotty, potem asty - obie rasy potwornie skrzywdzone, przez człowieka, schrony są ich pełne, niestety chętnych nie ma - psy od rozmnażaczy :evil:

O dziwo kundelek ze schroniska, też nie dał nam popalic, początkowo lękliwy, potem oddany nam całkowicie, najukochańszy, nieagresywny.

Ale ja to chyba takie szczęście mam, bo przecież nie ma "dobrych" molosów, i przyzwoite ze schronu też się rzadko trafiają :roll: przykro czytac takie banialuki :cry:

Ps.
Miłośnicy astów, trzymam za Was kciuki na krakvecie, ja swój głos niestety w tym miesiącu już oddałam.





mokka - 22-10-2007 19:55
Dzięki za pozytywną energię. Rottki też potrzebują pomocy :D



jola_krzysiek - 23-10-2007 12:49


Każdy pies może stać się agresywny [najmniej jednak lablador]. A jak te rottwailery żegnają gości?

Generalnie jest tak jak napisał(a) mokka: rasa pociąga za sobą pewne predyspozycje. Pewno, że wychowaniem można wszystko [prawie] zmienić. Ale jednego psa trzeba oduczyć agresywnych zachowań [bo ma to we krwi] a innego nauczyć agresywnych zachowań [z jamnika też można zrobić psa bojowego].
Jestem ciekawa ile znasz rottweilerów? baaardzo ciekawa, bo ja znam sporo i tylko jeden trzymany w mieszkaniu (....)
Goście wchodzą i wychodzą, i nawet żyją. (...) Moja droga, polemika pod złym adresem. Nic złego o rottweilerach czy o innych psach nigdy nie napisałem. Zdanie o żegnaniu gości to był żart [mogłem go pokreślić wężykiem - mea culpa :oops: ] Znałem tylko dwa osobniki tej rasy i oba były wielkimi pieszczochami, z charakteru podobnymi do moich ukochanych bokserów. Wszystkie moje posty mówiły właśnie o tym, że nie ważna jest rasa czy pochodzenie psa z hodowli czy ze schronu. Ważne aby dany pies trafił w odpowiednie ręce. I nie tylko liczy się duże serce, ale też doświadczenie. Niektóre psy są bardziej kłopotliwe, niektóre mniej - trzeba wiedzieć jak do nich dotrzeć. Psu trzeba się poświęcić niezależnie czy wychowuje się go od szczeniaka pozyskanego z hodowli, czy dorosłego adaptowanego ze schroniska.
Nie ma rasy czy psa na łańcuch, kojec to też ostateczność. A psy żyjące bez kontaktu z człowiekiem to australijskie Dingo.
Pozdrawiam, Krzysiek.



oxa - 23-10-2007 14:45
cytat

"Moja droga, polemika pod złym adresem. Nic złego o rottweilerach czy o innych psach nigdy nie napisałem. Zdanie o żegnaniu gości to był żart [mogłem go pokreślić wężykiem - mea culpa ]"

Moja wina, poniosło mnie po przeczytaniu wątku, a przy szukaniu cytatu, akurat Twój tekst wpadł mi w oko :oops: i już nie zastanawiałam się czy to żart, czy nie :)

cytat

"A psy żyjące bez kontaktu z człowiekiem to australijskie Dingo."

podjedź do najbliższej wsi i popatrz na psy na metrowych łańcuchach uwiązane za stodołą, pilnujące obejścia "od tyłu" gospodarze często sami zapominają o nich, nie wspomnę o karmieniu i wodzie.

Poprzedniej zimy dziewczyny z Rottki przywiozły psa, z pogruchotaną głową uwiązanego w szczerym polu ..... pilnował rosnących choinek :o (faktycznie, ten owszem miał kontakt z człowiekiem, :evil: może źle pilnował..........)





Xena z Xsary - 23-10-2007 16:01
ja znałam jednego rotka -jedzenie podawali mu na kiju po tym jak mając rok o mało nie odgryzł właścicielowi ręki.
Notabene właściciela znam - nie wchodzi w grę żadne bicie, głodzenie psa, żadne takie...
Umarło się rotkowi na zawał, bo za ogrodzenie (duzy ogród gdzie bestyjka sobie hasała) wszedł mały kundelek przez dziure w płocie i szybko uciekł zauważywszy bestyjkę:)
I to doprowadziło rotka do zawału...



jola_krzysiek - 24-10-2007 09:19

podjedź do najbliższej wsi i popatrz na psy na metrowych łańcuchach uwiązane za stodołą, pilnujące obejścia "od tyłu" gospodarze często sami zapominają o nich, nie wspomnę o karmieniu i wodzie. Tak się składa, że od kilkunastu lat mieszkam na wsi. Wieś [przynajmniej ta moja] się zmienia. Z początku tubylcy pukali się w czoło widząc delikwenta idącego przez wieś z psem [a bywało, że z dwoma] na smyczy. Ponieważ miejscowość leży blisko dużego miasta i zaczęła być traktowana jako sypialnia, pojawiło się tu sporo osób traktujących psy normalnie. Dlatego nikt z tubylców nie odważy się ostentacyjnie źle traktować psa. Owszem są przy budach, ale łańcuch musi być dłuższy i lżejszy, no i obowiazkowo micha z wodą [trzeba pokazać sąsiadom, że ma się to serce]. Wyobraźcie sobie, że niektóre te psy z łańcucha codziennie są wyprowadzane na dłuższy spacer!
Nie znaczy to, że problem poruszony przez Aśkę nie istnieje. Myślę nawet, że jest o wiele ważniejszy niż ten wirtualny z tytułu tego topiku.
Pozdrawiam serdecznie, Krzysiek.
P.S.
Asiu, dzięki za nowy wątek. "Miłosnicy boksiów i wszyscy o dobrym serduchu..." znają pewnie ten link, ale tak na wszelki wypadek:
http://www.bokserywpotrzebie.pl/



Zuza35 - 24-10-2007 09:54
Odnośnie psów na wsiach, zwłaszcza blisko dużych miast, zgadzam się z przedmówcą.
Mieszkam na totalnej wiosze, gdzie ludzie żyją z dziada pradziada jako "chłopstwo". Miałam przyjemność widzieć wiosną procesję budowych burków prowadzonych przez swoich panów na szczepienie i czipowanie, które odbywało się u sołtysa. Psy nie były przyzwyczajone do smyczy, więc ciężko było je prowadzić, ale żaden z chłopów nie próbował potraktować psa brutalnie. Brudne były, no pewnie, przecież nikt ich nie kąpie ani nie czesze, ale żaden nie wyglądał na zagłodzonego i zamęczanego.

Z tym, że po pierwsze: na wielu wsiach, zwłaszcza w typowo wiejskich regionach, jednak sytuacja jest zgoła inna.
A po drugie na wsiach rzecz nie dotyczy tylko karmienia czy utrzymania. Suki się mnożą, szczeniaki się topi bądź żywcem zakopuje. Jeżeli suka ma pecha, to chłop zostawia jednego szczeniaka, a matki sprawę, jak już przestanie karmić, załatwi się siekierą. Całe szczęście większość z nich wie jak się sprawę załatwia jednym łupnięciem, jest szansa, że pies się nie męczy przed śmiercią. Można jeszcze przywiązać psa do drzewa w lesie, względnie utopić czy zakopać, ale chłopstwo jest pragmatyczne, dorosły pies może się wydostać i jeszcze nie daj Boże wróci... Bo pies wraca do takiego pana. Naprawdę nie wiem dlaczego, ale wraca...



gonzo93 - 28-10-2007 10:59

Dorzucę swoje trzy grosze.
Na pewnym etapie życia też zapragnęliśmy mieć z żoną psa. Ja miałem doświadczenie, bo w młodości mieliśmy w domu wilczura (niecałkiem rasowego-klapały uszy). Unosząc sie na fali dobrego uczynku pojechaliśmy do schroniska. Wybraliśmy spokojnego szczeniaka. Okazało się, że szczeniak był chory na nosówkę. Jak wzięliśmy to już nie oddaliśmy i postanowiliśmy go wyleczyć. Codzienne jazdy do weterynarza na zastrzyki, Specjalna karma, Naprawdę dużo serca wkładaliśmy w tego zwierzaka. Żona niepracowała, potem pojawił sie syn. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to że pies był lekko "szurnięty".
Po naszym wyjściu z domu pies niszczył wszystko co mu tylko wpadło w zęby. Na nic zdały się nauki. Normalny pies jak dostanie klapsa za jakieś przewinienie to tego drugi raz nie zrobi. Ten pies popełniał dalej te same przewinienia. Doszło do tego, że jak coś zbroił to sam wiedział że źle zrobił ale mimo wszystko robił to dalej. Zniszczył 2 łóżka, komórkę, pilota, obicie drzwi itp. Koszty kilku tysięcy za leczenie i straty materialne. W końcu oddaliśmy po 3 latach do znajomych na wieś gdzie pies ma dużo wolności.

Dlatego jestem za wybieraniem psa rasowego, bo rasa to nie tylko wyselekcjonowany wygląd, ale także cechy charakteru.
Właśnie daliście mu serce :roll:
Raczej potraktowaliście go jak rzecz , typowa reakcja jeśli jest dobrze i pies chodzi jak w zegarku to fajnie, jeśli nie to pies albo ponownie trafia do schroniska albo do znajomych.jeśli tacy chętni się znajdą.

Nie pomyśleliście o tym że pies w ten sposób demonstruje to ze nie chce zostawać sam.I trzeba może innego rozwiązania poszukać , piszesz że zainwestowałeś w psa a pies nie okazał wdzięczności .Co za niewdzięczny pies.

Jeśli ktoś tak postępuje w ogóle nie powinien decydować sie na jakiekolwiek zwierzę.
Jeśli biorę zwierze to ze wszystkimi konsekwencjami , i akceptuje jego osobowość i charakter. Nawet jeśli to wymaga ogromnej cierpliwości i poświecenia.
--ciach--

No tak, oczywiście powinienem sie poświęcić, zwolnić z pracy i zająć pieskiem, albo wynająć opiekunkę do pieska...
Super.
ps. nie leciałem zaraz go oddać, tylko po 3 latach poszedł do znajomych na wieś.



jola_krzysiek - 30-10-2007 14:30

ps. nie leciałem zaraz go oddać, tylko po 3 latach poszedł do znajomych na wieś. No i chwała Ci za to, że nie wyrzuciłeś gdzieś w lesie. Mam tylko nadzieję, że u znajomych nie jest przywiązany do budy?
Nie wszyscy przywiązują się bezgranicznie do swoich zwierząt. Ważne, by w cywilizowany sposób rozwiązywać tego typu problemy. Ja bym próbował zmienić zachowanie psa, nie każdy jednak ma na to czas, chęci, serce itd. itp.



rzyraf - 19-11-2007 15:54
tak a propos I postu: zamiast kupowania mercedesa do tego nowego domu, kupcie sobie poloneza z I serii produkcyjnej i naklejcie sobie celownik merola. Prawda ze to w sumie to samo?? jeździ, nie??



Goni_Mnie_Peleton - 19-11-2007 20:49
Polecam zwierzeta ze schroniska.

Odrobaczanie , szczepienia , kastracja za darmo..... przynajmniej w Krakowie.

Jak ktos boi sie psa lub kota "po przejsciach" to sa i szczeniaczki i male kociaki.
A kundelki to taka fajna "rasa" ze sa w dowolnym kolorze i rozmiarze.

Pozdrawiam



rzyraf - 19-11-2007 23:23
Bo jak wiadomo, rasowe są tylko w jednym rozmiarze i kolorze a ze szczeniaczka od razu wiadomo co wyrośnie:) przeciez zawsze wiadomo, od jakich rodziców pochodzi :o



jola_krzysiek - 20-11-2007 13:46
No i znowu dyskusja nie prowadząca do jakiegokolwiek celu. Już miałem nadzieję, że ten topik umrze śmiercią naturalną a tu znowu ktoś go podnosi! Pasuje tu cykl śp. Jana Tadeusza Stanisławskiego: "O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy". Z tym, że tego można było słuchać na okrągło a ten wątek już się opatrzył.
Proponuję zachować celne riposty na inne tematy.
Pozdrawiam, Krzysiek.



ZofiaD - 22-11-2007 18:43
A mnie stać na to, żeby wydać parę tysięcy na psa i na veta mnie stać i na karmę. Dlaczego niby mam się tego wstydzić? Pracuję, zarabiam i kupuję co chcę. To ma być powód, żeby nazywać mnie snobką? Nie obnoszę się ze soimi pieniędzmi i nie pogardzam mniej zarabiającymi. Ale nikt mi nie będzie mówił, co ze swoją kasą mam robić, lub nie.

A tak naprawdę, to ani mój pies, ani kot nie są rodowodowe. A dostają najlepszą karmę, zabawki i takie tam. A pies jest alergikiem, więc u veta jesteśmy regularnie. Utrzymanie psa kosztuje tyle samo, niezależnie od tego, czy jest z hodowli, schroniska, czy skąd tam jeszcze.



Salamanka - 09-02-2008 23:47
ciekawa teoria , tylko zastanawiające w takim razie jest - dlaczego w USA na pierwszym miejscu na liście pogryzień sa labradory :lol:



oxa - 11-02-2008 10:34
hihihi, bo ta Hameryka to taki rozpuszczony kraj, :roll: u nas labki są duuuużo łagodniejsze :lol: :lol: :lol:



jola_krzysiek - 12-02-2008 07:53

dlaczego w USA na pierwszym miejscu na liście pogryzień sa labradory :lol: bo są chętnie gryzione przez inne stworzenia gdyż są tak łagodne, że nie potrafią się obronić :lol:
[może dla tych dziwnych ludzi zza oceanu złapanie zębami w zabawie to "pogryzienie", a może ststystyki, które cytujesz tworzą amerykańscy prawnicy żądni zdobycia odszkodowań dla swoich klientów?]



adanielak1 - 15-02-2008 10:42
I po co ta wojna rasowy- nierasowy. Zdania podzielone, różne opinie to chyba normalne, bo każdy pies to inny charakter i niewiele ma tu rasa do gadania. Osobiscie mam kaukaza -tragedia, bo duże to i puste, nic a nic posłuchu, ale ma u mnie dożywocie- za błędy się płaci!! Dzieci do niego nie podchodzą, chyba, że jest na smyczy. Zjeść może nie zje, ale wystarczy, że przewróci. Ale znam takich co mają takie łagodne jak baranki. To samo dotyczy innych psów. Rasowe też mają humorki i bywają indywiduami (jak ludzie?). Żeby wziąć psa niezależnie kundel, czy rasowy trzeba się liczyć z konsekwencjami, bo to nie kanapa! A uwagi tez mu należy się nieco, bo zacznie się jej dopominać i tu wspominane przez niektórych "kłopoty". Ale zawsze jest winny pies :cry: , a jak nie spełnia oczekiwań to fora ze dwora i na ulicę!! A potem schroniska pełne! :-?



adanielak1 - 15-02-2008 10:47
A czy zdajecie sobie sprawę jak wyglądają takie hodowle niby rasowe?? Mam znajomą kupiła haskiego i powiedziała, nigdy więcej psa z hodowli, mnożenie dla pieniędzy, warunki... przemilczę, liczy się tylko kasa!!



oxa - 15-02-2008 18:45
Nie jedyna hodowla, ja bym nie kupiła w takiej, gdzie nie odpowiadają mi warunki :-? Jak wszędzie są ludzie i ludziska, są miłośnicy rasy i byznesmeni :wink: szkoda tylko, że odbywa się to kosztem psów :x



Gabryjella - 15-02-2008 20:16

Osobiscie mam kaukaza -tragedia, bo duże to i puste, nic a nic posłuchu, Sorki, ale to są typowe cechy kaukaza - czytam ostatnio trochę o nich i o CAO :wink: Trzeba było wybrać np. ON-ka, który tylko czeka na gest człowieka :wink:



adanielak1 - 18-02-2008 10:33
Psa przywiózł mąż i myślę, że jak wielu nie myślał!! Ładne to , małe, śliczna kuleczka, ale niech urośnie!!! :roll: . No cóż jak już miałam to na głowie to szukałam literatury fachowej. Ale teoria teorią. Pies ma "szacunek" do mnie, bo ja zapewniam michę i opierunek, muszę też myśleć za niego i za siebie :lol: Teraz już wiem co bym chciała, ale oprócz niego mam jeszcze dwie suki kundelki!!! Na jakiś czas wystarczy.



Aluland - 18-02-2008 13:13
Jamnik długowłosy..kiedys kopała ale przestała..;-))



adanielak1 - 18-02-2008 14:43
Aluland to może chcesz sunię?? :P Ostatnio jakiś niby człowiek pozbył się dwu szczeniaków zostawiając w krzakach, niby też sposób!!!! :evil: I teraz mamy z sąsiadką problem. Szukamy domków dla nich, ale wieś to wieś, sterylizacja, szczepienie- tabu!!!!!! A my takie dwie psie samarytanki szkoda nam ich :cry:



Aluland - 20-02-2008 15:20
fakt, ja sam mam sunie i ostatnio poddalem sterylizacji z powodów zdrowotnych, teraz bede szukał parki. tej samej rasy



bartolinka - 12-06-2008 12:44

Dorzucę swoje trzy grosze.
Na pewnym etapie życia też zapragnęliśmy mieć z żoną psa. Ja miałem doświadczenie, bo w młodości mieliśmy w domu wilczura (niecałkiem rasowego-klapały uszy). Unosząc sie na fali dobrego uczynku pojechaliśmy do schroniska. Wybraliśmy spokojnego szczeniaka. Okazało się, że szczeniak był chory na nosówkę. Jak wzięliśmy to już nie oddaliśmy i postanowiliśmy go wyleczyć. Codzienne jazdy do weterynarza na zastrzyki, Specjalna karma, Naprawdę dużo serca wkładaliśmy w tego zwierzaka. Żona niepracowała, potem pojawił sie syn. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to że pies był lekko "szurnięty".
Po naszym wyjściu z domu pies niszczył wszystko co mu tylko wpadło w zęby. Na nic zdały się nauki. Normalny pies jak dostanie klapsa za jakieś przewinienie to tego drugi raz nie zrobi. Ten pies popełniał dalej te same przewinienia. Doszło do tego, że jak coś zbroił to sam wiedział że źle zrobił ale mimo wszystko robił to dalej. Zniszczył 2 łóżka, komórkę, pilota, obicie drzwi itp. Koszty kilku tysięcy za leczenie i straty materialne. W końcu oddaliśmy po 3 latach do znajomych na wieś gdzie pies ma dużo wolności.

Dlatego jestem za wybieraniem psa rasowego, bo rasa to nie tylko wyselekcjonowany wygląd, ale także cechy charakteru.
Właśnie daliście mu serce :roll:
Raczej potraktowaliście go jak rzecz , typowa reakcja jeśli jest dobrze i pies chodzi jak w zegarku to fajnie, jeśli nie to pies albo ponownie trafia do schroniska albo do znajomych.jeśli tacy chętni się znajdą.

Nie pomyśleliście o tym że pies w ten sposób demonstruje to ze nie chce zostawać sam.I trzeba może innego rozwiązania poszukać , piszesz że zainwestowałeś w psa a pies nie okazał wdzięczności .Co za niewdzięczny pies.

Jeśli ktoś tak postępuje w ogóle nie powinien decydować sie na jakiekolwiek zwierzę.
Jeśli biorę zwierze to ze wszystkimi konsekwencjami , i akceptuje jego osobowość i charakter. Nawet jeśli to wymaga ogromnej cierpliwości i poświecenia.

Sama mam dwa koty które nieźle dają mi czasem w kość.
Złoszczę się , pokrzyczę na nie .Ale nie biegnę zaraz oddać je do schroniska ani nie szukam chętnych żeby je komuś podrzucić i kłopot z głowy :evil:

Ale niektórzy cóż zwierze to rzecz,można wziąć i oddać bez konsekwencji dla siebie oczywiście, ale co czuje zwierzę, może warto sie też nad tym zastanowić :roll:
tak sobie przeglądam forum i znalazłam wpis męża o naszym psie. Wiesz trudno na forum opisać całą historię naszą i Pajdy. Korzystaliśmy z terapii psychologa zwierzęcego, stosowaliśmy rózne techniki, żeby tylko pies dobrze się czuł w domu, np. wtedy gdy nas nie było w domu.
Kotki dają Ci w kość, pokrzyczysz sobie? Super, jeśli akceptujesz taki stan rzeczy.
Każde nasze wyjście z domu okupione było stresem - co znowu zastaniemy. Jakoś ciężko mi było znosić myśl, że raz w miesiącu muszę wymienić kanapę, nie mówiąc o braku forsy na takie zdarzenia. Co z tego, że zamykaliśmy wszystkie drzwi, potrafiła wydrapywać w nich dziury. Itd, itp. A kiedy pies zaczął dobierać się do zabawek i ubranek dziecka, powiedzieliśmy dość. Bo za chwilę mógł się dobrać i do niego samego.
Ciężko było wysłuchwać pretensje sąsiadów, że mają dość wycia i szczekania naszego psa; nie zamierzałam też mieszkać w ruinie (rozdrapane do żywego drzwi, poszarpane i posikane meble i kanapy, zeżarta farba z barierki, itp) zamiast w mieszkaniu. Itd, itp.

Jak to prosto napisać, że odpowiedzialność za zwierzę to, właśnie co? bezgraniczna akceptacja jego poczynań??????
Nie pobiegliśmy "zaraz" oddac psa. Walczyliśmy o naszą wspólną egzystencję ponad 3 lata. Poddałam się, kiedy Pajda zeżarła ze złości koszulkę syna. Uznałam, że lepiej ją oddać DO ZNAJOMYCH w wiadome miejsce, z możliwością kontroli i kontaktu, z ewentualnym zabraniem spowrotem. A pies? jechał tam przysmucony, ale na miejscu odżył, ma las i pola do wyhasania, całe dnie spędza na powietrzu i zawsze ktoś jest z nim w domu.

I mąż nie pisał, że "zainwestowaliśmy" w psa, chodziło raczej o to, że robiliśmy wszystko żeby psa utrzymać przy życiu (wzięliśmy ją b. chora ze schroniska, schroniskowy lekarz sugerował uśpienie), że bardzo chcieliśmy, żeby Pajdka była z nami; że nasze wysiłki, w tym oczywiście finansowe, nie pomogły, nic się w jej zachowaniu nie zmieniło na "lepsze", spokojniejsze.

Rzeczywiście, straszną krzywdę psu wyrządziliśmy, troglodyci jacyś. Pewnie powinniśmy faszerować psa lekami uspokajającymi (mieliśmy taką propozycję weterynarza), moze powinnam zaprzestać pracy zupełnie, a może oddać dziecko, które wzmagało niepewność psa i jego ataki furii. Taaa, nowy dom mu znaleźliśmy, bez dzieci, z nieograniczoną przestrzenią; a fuj.
Uwielbiam takie jednowymiarowe opinie!!!!! Bez komentarza więcej, szkoda słów.

bartolinka



MarzannaPG - 17-07-2008 21:38
Hm. mnie się tutaj rzuciła przede wszystkim nieodpowiedzialność właścicieli psów, dopiero potem nieodpowiedzialność nawiedzonych panienek. Dlaczego ów staruszek na którego czekał pies na przystanku nie założył mu obróżki z adresem ,telefonem? Może wtedy zwierzak nie zostałby wzięty za bezdomnego i wywieziony hen? W drugim przypadku faktycznie były podstawy do identyfikacji, choć przecież jeżeli pies ma tendencję do wyrywania się na wolność to czy obróżka z adresatką jest jakimś problemem nie do przejscia? Zastanawia mnie też vet, który psa sterylizował- dlaczego nie zauważył tatuażu/ chipa i nie zareagował odpowiednio? Wolontariuszki mogły być za młode i głupie albo po prostu głupie, ale vet?
Sorrki, ze offtopic, ale jakoś tak mi się nasunęło. :oops:



mmiodek - 05-09-2008 07:52
Co dziwne i nawiązujące do tematu, zapraszam do swojego mieszkania (dom dopiero w planach) starych znajomych lub nowych ale dobranych wg. jakichś kryteriów a nie bezdomnych z ulicy... Temat nie jest taki łatwy, bo faktycznie będąc nie raz w schronisku mogę powiedzieć, że czasami trafia się pies, który nie jest nawet "w typie" ale ma "to coś" i wiem, ze jak juz będę mógł mieć psa, to najprawdopodobniej wezmę jednego ze schroniskam ale właśnie jak trafi się ta "nić porozumienia". A co z wyraźną u mnie sympatią do rasy buldog amerykański? No cóż. może uda się mieć dwa psy...?
Natomiast zarzucanie snobizmu ludziom kupującym psy rasowe jest kwestionowaniem sensu planowej hodowli, prowadzenia selekcji, kontrolowania rozrodu itd. A to po prostu kosztuje, więc te 2 tys. za psa to niestety koszt włączenia sie w coś więcej niz tylko posiadanie czworonoga.
Ale i telewizora taniej przyzwoitego nie kupimy, a pies to jednak coś wiecej.
No, właśnie, dlaczego niektórzy kupują te telewizory w sklepach, zamiast iść do komisu, czy na giełdę i tam za dwieście złotych...
Natomiast inną kwestią jest, że psy w schroniskach cierpią. I umieraja nieraz niehumanitarnie. Ale czy zjawisko nie wynika właśnie częściowo z nadmiaru kundelków? No i jeszcze problem braku odpowiedzialnosci, godności, zasad. I z tym trzeba walczyć.



Aneczkab - 08-09-2008 09:14
Sąsiadka była właśnie z tych wolontariuszy schroniskowych - zbierała psy do domu ale że pracowała to ja je wyprowadzałam. W sumie w ciągu ok 3 lat miała 3 psy. Ja byłam nieletnia (ale brząc taki nie byłam 11-14 lat miałam) to musiała mieć zgodę moich rodziców, głównie chodziło o to że właśnie martwili się czy te psy nic mi nie zrobią - za każdym razem chwaliła jako pieski potrzebujące miłości i czułości, zresztą garnęły się do ludzi, chciały byś tulone, głaskane itd - po prostu wspaniałe. Za pierwszym razem jak pierwszy mnie pogryzł rodzice chcieli zrezygnować ale byłam tak głupia że prosiłam żeby mi pozwolili dalej wyprowadzać następne (z powodu babci ja swojego mieć nie mogłam). Zresztą pies ten był spokojny do czasu aż ktoś przy drodze nie zatrąbił w samochodzie - wtedy wpadł w szał i zaatakował pierwszą osobę w pobliżu (czyli trzymającego smycz) - dobrze że ją puściłam to prawie nic mi nie zrobił.
Drugi tak samo - milutki, kochaniutki. Niewielki piesek. też mu w pewnym momencie odbiło i zaatakował mi stopę (niby nic ale wspomnienie pierwszego psa sprawiło że się już go zaczynałam bać).
Trzeci - gdyby nie gruba zimowa kurtka to przegryzł by mi bok (kilkucentymetrowy polar - zszarpany, kawałek wyrwany od całości, ja miałam tylko niewielkie ranki na szczęście), jak się okazało jego "czułym punktem" było lewe ucho, dzieci go ponoć szarpały za nie i teraz gdy je ktoś próbował dotknąć - atakował.
I to był koniec moich znajomości z kundelkami. Szczerze do dziś się ich boje.
Ja rozumiem że to pieski "po przejściach", szkoda mi ich i współczuje - ale raczej schroniska nie mogą liczyć na mnie jeśli chodzi o kupno u nich psa.
Dla nich każdy jest wspaniały i kochany - każdy jest stworzony tylko i wyłącznie po to by kochać przyszłych właścicieli - to marketing. Nie wspomną że został oddany bo kogoś zaatakował, nie wspomną że ma "głupawki" albo że ma "czułe punkty" na które trzeba uważać bo ludzie tak chętnie ich nie wezmą. A ja nie chce kilku lat spędzić na strachu że ten wspaniały pies może sobie przypomnieć jakieś niemiłe rzeczy z przeszłości i odreagować na mnie czy na którymś z domowników.
Ktoś tutaj mówił że dobieranie psa do własnych predyspozycji jest złe - że trzeba brać bez namysłu czy ci w nocy gardło przegryzą czy też dziecku rękę zmiażdży - że jak oddaje się bo dewastują rzeczy to znaczy że jesteś zły - demon i sam szatan. Ale ludzie - zastanówcie się chwile: Po co bierze się psa? Po to żeby się go bać? Żeby nas terroryzował? Żeby niszczył w domu wszystko co jest dla Was cenne? Żeby Wam z życia zrobił piekło? Wy możecie sobie szpanować bezgraniczną miłością bo te zwierzęta trzymacie po parę miesięcy tylko - potem wyrzucacie do kogoś i niech on się przez resztę życia martwi, to nie Wasz problem bo pieska się pozbyłyście.
Pies ma być przyjacielem, ma być strażnikiem lub też "maskotką", towarzyszem - ale nie po to żeby się przez niego nabawić nerwicy.
Łatwo jest mówić komuś kto przez parę lat nie musiał męczyć się z takim psem że oddanie go jest przejawem czyjejś bezduszności, że jak niszczył wszystko podczas ich nieobecności to mieli siedzieć w domu i nie ważne że stracą pracę - oni są psa własnością i ich obowiązkiem jest poddawanie się terrorowi ich zwierzęcia - ale dla mnie takie mówienie jest jedynie objawem niedojrzałości i niezdolności do zrozumienia czyjejś sytuacji. Łatwo jest krytykować kogoś za to że znalazł się w sytuacji którą wy nigdy nie przeżyliście i dlatego uważacie że wiecie lepiej jak się powinno zachować.

Tak poza tym to nie chodzi o to czy rasowy czy nie - Jak już wybuduje dom i będę brać psa na pewno nie wezmę dorosłego.
Ale wiem że rasowe psy - wychowywane w miłości (u nas od małego) i z rasy która ma chociażby genetycznie predyspozycje do kochania - musiałaby mieć naprawdę poważny powód by zachować się agresywnie, natomiast kundelki, nie wiem czy im nie "odbije" nagle mimo całego ogromu miłości i wychowania jakie mu damy - tylko dlatego że ma to zapisane w genach.

pozdrawiam



rrmi - 08-09-2008 09:49
Wolontariusze ze schronisk to ludzie czesto nawiedzeni. Ponoc sie miloscia kieruja . Czytalam wczoraj , ze wolontariuszki z Wrclawia ratuja niedoleznego labka .
Pies nie moze chodzic , ma tak duza dysplazje , ze nie ma dla niego ratunku , operacja nie pomoze , ale one go ratuja .
Mysle , ze robia mu krzywde , bo on bardzo cierpi.
Mowilo im o tym kulku wybitnych naprawde lekarzy.
Dla nich ludzie sa na dalszym planie.

Przejechalam kilkaset kilometrow po psa , ktory tez potrzebowal milosci i mial byc tak jak chcialam kanapowcem.
Ugryzl mnie jeszcze nim wyszlismy ze schroniska.
Pozniej nie mogli go tam uspokoic .
Ponoc to zdarzylo sie pierwszy raz .
Taaa pewnie z mojej winy jeszcze.
:-?
Wlasciwie to nawet tak zasugerowano ,bo pociagnelam za smycz.
A pociagnelam , bo pies zaczal skakac na widok kota.
Nie pociagnelam mocno.

Moi chlopcy co prawda ladnie chodza na smyczkach , ale czasem tez pociagam ,bo cos tam ...i jakos zadnemu do glowy nie przyjdzie , zeby mnie ugryzc z tego powodu .

Zaplaclam za nich wiecej niz za telewizor :D
Z czego sie bardzo ciesze , bo mam lepsze kino z nimi niz w TV :P



yacol - 08-09-2008 10:30
Ja uważam że pies powinien być przywilejem na który nie każdy zasługuje. Mało jest ludzi którzy jadą na wakacje i zamiast oddać psa do psiego hotelu zostawią go w lesie ? Jakby taki debil zapłacił za psa i miałby go z hodowli a nie ze schroniska to pewnie by tego nie zrobił. Zwłaszcza że często hodowcy sprawdzają co dzieje z ich psami. A tak jak jest teraz to ludzie biorą sobie psa bo im się wydaje że w danej chwili mają troche czasu i chęć na psa a nie myślą o tym co będzie za lat 5, 10 czy 15. Nie każdy musi mieć psa



Goni_Mnie_Peleton - 08-09-2008 13:11
Ja mam ze schroniska 3 zwierzaki.
Kota i dwa kundelki ..... nie zaluje wyboru.
Calymi dniami poluja na nornice , myszy .... kretow w ogrodzie nie widzialem juz od dawna.
Prawie codziennie widze jak zjadaja jakiegos gryzonia.
Mam wrazenie ze gdyby nie one mialbym plage gryzoni.

Poza tym swietnie bawia sie z moja 6 letnia corka.
"Meczy" ich dzieciak roznymi zabawami i nawet przez mysl im nie przyjdzie zeby warknac.

Pozdrawiam



rzyraf - 06-10-2008 19:08

...albo mixy do złudzenia przypominające!!
Bardzo proszę, przemyślcie to...
A pamiętacie reklamę jak sobie gosciu wyklepuje Peugota 206???? Ciekawe ze ludzie takich mixów motoryzacyjnych, snoby jedne, kupowac nie chcą:)



oxa - 06-10-2008 19:43
Miałam cudownego kundelka ze schronu.
Aneczkab musiałaś mieć strasznego pecha, że spotkały Cię takie sytuacje :-? Na rottkowym forum śledzę losy rottweilerów wyciągniętych ze schronów, w nowych domach odżywają i są oddanymi psiurami. Inna sprawa, że ich zachowania są wcześniej obserwowane w domach tymczasowych, więc niejako psy są dopasowywane do potencjalnego domu stałego. Gdyby takie sytuacje jak opisałaś miały miejsce nie byłoby wydanych tylu psów przez Rottkę. :D



dorianna - 28-07-2009 19:53

Hm. mnie się tutaj rzuciła przede wszystkim nieodpowiedzialność właścicieli psów, dopiero potem nieodpowiedzialność nawiedzonych panienek. Dlaczego ów staruszek na którego czekał pies na przystanku nie założył mu obróżki z adresem ,telefonem? Może wtedy zwierzak nie zostałby wzięty za bezdomnego i wywieziony hen? W drugim przypadku faktycznie były podstawy do identyfikacji, choć przecież jeżeli pies ma tendencję do wyrywania się na wolność to czy obróżka z adresatką jest jakimś problemem nie do przejscia? Zastanawia mnie też vet, który psa sterylizował- dlaczego nie zauważył tatuażu/ chipa i nie zareagował odpowiednio? Wolontariuszki mogły być za młode i głupie albo po prostu głupie, ale vet?
Sorrki, ze offtopic, ale jakoś tak mi się nasunęło. :oops:
A co pies robił sam na dróżce? Starszy pan nauczy się wreszcie pilnować swojego psa. Jeśli chodzi o husky'ego to pewnie nie był zachipowany bo psy rodowodowe maja tylko tatuaż (który z biegiem czasu staje się nieczytelny). Dlatego uważam że odpowiedzialny właściciel oznakowuje swoje zwierzę i przede wszystkim JE PILNUJE.



AT - 28-07-2009 22:03


A co pies robił sam na dróżce? Starszy pan nauczy się wreszcie pilnować swojego psa. Jeśli chodzi o husky'ego to pewnie nie był zachipowany bo psy rodowodowe maja tylko tatuaż (który z biegiem czasu staje się nieczytelny). Dlatego uważam że odpowiedzialny właściciel oznakowuje swoje zwierzę i przede wszystkim JE PILNUJE.
Psy z rodowodem coraz częściej mają też chipy - zwłaszcza jak piesek kupiony jest za granicą :wink:
No i właśnie dlatego, że tatuaże stają się z czasem nieczytelne mój pies ma tatuaż, chipa i zawsze chodzi w obroży z adresatką.



dorianna - 28-07-2009 23:19



No i właśnie dlatego, że tatuaże stają się z czasem nieczytelne mój pies ma tatuaż, chipa i zawsze chodzi w obroży z adresatką.

Przykład godny naśladowania.
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • ewagotuje.htw.pl



  • Strona 4 z 4 • Wyszukano 462 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4